Jó étvágyat! Fotorelacja z kulinarnej podróży po Budapeszcie

Już po pierwszym (bardzo niestety krótkim) pobycie w Budapeszcie wiedziałam, że muszę to miasto odwiedzić ponownie, bo jest magiczne, przepiękne, klimatyczne i pełne fantastycznych smakołyków! Co prawda opisałam już na blogu, co warto z Węgier przywieźć (wpis znajdziemy TUTAJ), jednak ani nie wyczerpałam do końca tematu, ani nie zdążyłam zwiedzić zbyt wielu restauracji i barów. Tym razem kupiłam właściwie to samo, o czym wspominałam w poprzednim wpisie, ale udało mi się namierzyć rewelacyjne miejsca, które dokładnie opiszę.
Pewną niespodzianką i nowością jest to, że zmontowałam cztery króciutkie filmiki (otwierając tym samym kanał na YT… a skoro kanał otwarty, to i nowe możliwości otwarte  😉 ), więc będę Wam mogła nie tylko napisać, ale także opowiedzieć, gdzie warto się wybrać!;)
Poniższy SPIS TREŚCI ułatwi nam poruszanie się po tekście również na skróty – po kliknięciu w nazwę każdego rozdziału, od razu się w nim znajdziemy!;)

      1. Gdzie zjeść najlepszego langosza?
      2. Gdzie zjeść wyborny pörkölt?
      3. Co kupić w Centralnej Hali Targowej?
      4. Gdzie zjeść najlepsze sushi?
      5. Gdzie wypić najlepszą mrożoną kawę?
      6. Co kupić w Tesco?
      7. Kulinarny słowniczek polsko-węgierski
  • GDZIE ZJEŚĆ NAJLEPSZEGO LANGOSZA?

ADRES: Bajcsy Zsilinszky út. przy samej stacji metra Arany János

Otóż po wnikliwym zbadaniu tematu (przede wszystkim na lokalnych forach internetowych), wiem już, że najlepszą reputacją wśród budapeszteńczyków i równocześnie niemal zerową popularnością wśród turystów (co jest dobrym znakiem) cieszy się budka z langoszami i naleśnikami o wdzięcznej nazwie Retro Büfé. Pracownicy nie mówią po angielsku, ale – ponoć od niedawna – dostępna jest angielska wersja menu, co ułatwia komunikację.
Zarówno naleśniki, jak i langosze są naprawdę przepyszne.
Ceny wahają się od 420 Ft (ok. 6 zł za langosza ze śmietaną) do 750 Ft (ok. 12 zł za langosza z sosem bolognese). Osobiście najbardziej lubię i polecam langosza ze śmietaną i tartym wędzonym serem (580 Ft =  ok. 9 zł). Oto i on:

 

 

 

 

 

 

Nadeszła już – po części opisowej – pora, by zaprosić  Państwa na krótką relację filmową. Na oczach Czytelników, którzy tym razem w roli Widzów, jem po raz pierwszy langosza w budce Retro Büfé, używając przy tym, dosyć na wyrost, przymiotnika „pyszny”. Jednak i tym razem intuicja mnie nie zawiodła – był naprawdę doskonały! ❤

 

Przepis na langosza znajdziemy TUTAJ.

  • GDZIE ZJEŚĆ WYBORNY PÖRKÖLT?

ADRES: Pesti Barnabás utca 6

Węgrzy słowem „gulasz” (gulyás) nazywają zupę gulaszową, która bywa dość pikantna, natomiast „gulasz” w polskim rozumieniu tego słowa, to pörkölt (perkelt), czyli długo gotowane mięso (różne rodzaje), cebula i słodka papryka, podlewane węgierskim czerwonym winem, przeważnie zupełnie łagodne lub bardzo delikatnie pikantne.  W każdej przyzwoitej węgierskiej restauracji dostaniemy znakomity pörkölt. Oczywiście nie miałam wystarczająco dużo czasu, żeby obejść wszystkie w Budapeszcie, więc polecę tę, na którą natknęłam się przez przypadek – najstarszą włosko-węgierską restaurację Pesztu, La Porta Di Taormina. Miłe, eleganckie, a zarazem przytulne wnętrze i naprawdę doskonałe jedzenie! Mój pörkölt – idealny, szlachetny, głęboki smak, wyśmienicie doprawiony, ale nie ostry – kosztował 3400 Ft (ok. 50 zł). Miałam okazję spróbować też kurczaka w delikatno-aksamitnym, nieziemsko pysznym sosie paprykowym (pollo gnochetti) – porcja za 2700 Ft (ok. 40 zł). Napoje dostaniemy tam w okolicach 1000 Ft (ok. 15 zł). Jak widać nie jest to bardzo tania restauracja, ale ceny są porównywalne ze wszystkimi innymi miejscami w centrum. Trzeba też pamiętać, że za serwis doliczają tu 13% wartości zamówienia, więc nie trzeba już zostawiać napiwków.
Poniżej przedstawiam krótki filmik znów ze swoich pierwszych kęsów (bez żadnych dokrętek 😀 ), a że aktorką jestem fatalną, tak i zagrać, że jest dobre, gdyby nie było, na pewno bym nie potrafiła! 😉

Przepis na perkelt znajdziemy TUTAJ.

  • CO KUPIĆ W CENTRALNEJ HALI TARGOWEJ?

ADRES: Vámház krt. 1-3 , Fővám tér

Powoli przeszliśmy do mojego ulubionego miejsca na kulinarnej mapie Budapesztu, czyli Centralnej Hali Targowej (Központi Vásárcsarnok Nagycsarnok). Hala jest przepiękna, ogromna i pełna tak niesamowitych i intensywnych zapachów świeżych owoców i warzyw, że za każdym razem, kiedy tam jestem żałuję, że nie dane było mi zatrzymać się w Budapeszcie na dłużej – wtedy na pewno obkupiłabym się za wszystkie czasy i gotowała na miejscu!;)
I tym razem tradycyjnie kupiłam kilka słodkich spiczastych papryk na pörkölt. W tym miejscu warto przypomnieć – bo nie wszyscy sprzedawcy na targu rozumieją angielski, – że papryka słodka to  „kápia paprika” (nie dam głowy, czy „kápia” to każda słodka papryka, czy nazwa konkretnego gatunku, ale jeśli zobaczymy taki napis, możemy być pewni, że to słodka papryka), a ostra to „csípős paprika”. Kilogram papryki kápia kosztuje prawie 600 Ft (ok. 9 zł).
 Kolejnym fascynującym mnie zakupem jest najzdrowszy tłuszcz do smażenia mięs, czyli gęsi smalec (do warzyw najzdrowszym jest olej rzepakowy – oliwa z oliwek w trakcie smażenia traci swoje właściwości, więc używajmy jej tylko do sałatek). Na większości stoisk mięsnych dostaniemy gęsi smalec bez problemu, jednak w różnych cenach. Moim ulubionym, już przy pierwszej wizycie odkrytym, jest stoisko o numerze B – VI/2. (wystarczy dojść główną drogą mniej więcej do połowy hali, skręcić w lewo, iść prosto i wypatrywać tego numeru). Gęsi smalec jest tam najtańszy, bo kilogram kosztuje 1100 Ft (ok. 16 zł). SAM_3914Zdecydowanie odkryciem tej wizyty było dla mnie nieskończenie dużo rodzajów suszonych owoców. Suszone morele, śliwki, banany, ananasy czy jabłka nie są dla nikogo zaskoczeniem, ale już suszone: papaja, mango, kiwi, pomelo czy truskawki to dopiero owocowa gratka!;)
Wszystkim wybierającym się do Budapesztu polecam serdecznie zwiedzenie Centralnej Hali Targowej i zapraszam na swoją krótką relację z wycieczki po niej!;)

  • GDZIE ZJEŚĆ NAJLEPSZE SUSHI?

ADRES: Teréz kōrút 55-57.

Jeśli jesteśmy miłośnikami sushi, a zjemy już w Budapeszcie langosza i perkelt, bardzo gorąco zachęcam do zafundowania sobie niezwykłej przygody, jaką jest odwiedzenie japońskiej restauracji Itoshii i skorzystanie z jej oferty w wersji all you can eat, czyli jesz ile chcesz. „W wersji”, ponieważ możemy też zamówić tradycyjnie z karty poszczególne pozycje lub całe zestawy. Tę możliwość jednak odstawię na bok – tak można zjeść przecież wszędzie.
Mimo że system, w którym płaci się jedną podaną z góry cenę nie jest nowością, to Itoshii była pierwszą restauracją tego typu, którą miałam ogromną przyjemność odwiedzić, więc spieszę podzielić się wrażeniami!
Trzeba pamiętać, że istnieją tu pewne zasady i chyba to, co najważniejsze, to konfrontacja naszych wyobrażeń z rzeczywistością (spokojnie, na korzyść rzeczywistości!).

  1. Maksymalny czas na zjedzenie to 2,5 h – od momentu złożenia pierwszego zamówienia do momentu uiszczenia rachunku mamy 2,5 h. Być może wbrew wyobrażeniom, to bardzo dużo czasu, naprawdę! Ja wytoczyłam się z restauracji po, trwających wieczność, dwóch godzinach! 😀
  2. Dodatkowo płacimy, jeśli… zostawimy cokolwiek na którymkolwiek talerzu (porcje są bardzo małe, więc przez całą naszą wizytę, kelner zbierze ich z naszego stolika sporo) lub zamówimy sashimi. Co do zostawiania resztek, oczywiście chrzan wasabi, imbir czy sos sojowy się nie liczą, jednak jeśli zdarzy nam się zostawić rybę, musimy za nią zapłacić ok. 300 Ft (ok.5 zł) – pomysł jak najbardziej słuszny, pomaga rozsądnie wybierać i zapobiega marnowaniu jedzenia.
    Jeśli zaś chodzi o dodatkową cenę sashimi, to zarówno kelner, jak i tablet, na którym zamawiamy, nas o tym dokładnie poinformują. Zamówienie sashimi, chyba jako jedynego dania z karty, nie koliduje z ofertą all you can eat, więc możemy je śmiało zamawiać, ale miejmy świadomość, że do naszego rachunku zostanie ono doliczone.
  3. Jeden stolik, niezależnie od tego, w ile osób go zajmiemy, musi wybrać albo all you can eat albo jedzenie z karty – co jest jedynym sensownym rozwiązaniem, bo inaczej strasznie ciężko byłoby udowodnić kto dokładnie co jadł. Reasumując, jeśli wybieramy się w kilka osób, ustalmy wcześniej jedną możliwość jedzenia.
  4. Jedna osoba jednorazowo może zamówić tylko 5 porcji – ta zasada zmartwiła i zdezorientowała mnie chyba najbardziej, ale w praktyce jest również bardzo sensowna. Ponieważ było nas dwoje, dostaliśmy limit na stolik 10 porcji jednorazowo (czyli jak się podzielisz z partnerem w kwestii liczby zamówionych porcji, to już tylko i wyłącznie wasza sprawa – w sumie możecie zamówić 10). Zamawiamy na tablecie, który jest bardzo prosty w obsłudze. Zaznaczamy podpisane obrazki i na końcu klikamy przycisk „ok” i to jest całe zamówienie, które bardzo szybko do nas dociera. Porcje, jak wspominałam, są bardzo małe. Przykładowo w innych japońskich restauracjach porcja nigiri to 2 sztuki, futo maki  6, a maki 8. W Itoshii porcja to najczęściej jedna sztuka, w przypadku futo maków 2, a maków 3. Jednak ten limit zamówienia „jednorazowego” też jest słuszny i właściwie wcale się go jakoś mocno nie odczuwa, bo już 5 minut od złożenia zamówienia, możemy zamawiać od nowa w taki sam sposób. Przeważnie w momencie, kiedy jedzenie przybędzie na nasz stół, możemy już zamawiać kolejne porcje. Ten limit pomaga nam nie przesadzić i rozsądnie ocenić nasze możliwości, żeby nie płacić potem za zostawione na talerzu resztki.
  5. Napoje także są nielimitowane – jeśli chodzi o napoje, to nie zamawiamy ich na tablecie (i nie mamy żadnych limitów jednorazowego zamówienia), tylko tradycyjnie u kelnera z podanej nam karty napojów. Wybór jest dość spory. Od wody, napojów gazowanych, soków, mrożonych herbat przez piwo i wino po ciepłe herbaty, kawy i japońską herbatę zieloną podawaną zarówno w wersji na ciepło, jak i na zimno (bardzo polecam!). Naprawdę możemy podczas całego pobytu wypić hektolitry napojów, co w przypadku restauracji jest największą oszczędnością.
  6. Możemy zamawiać nie tylko sushi – w ofercie all you can eat, restauracja Itoshii ma nie tylko sushi, ale również jedzenie na ciepło – japońską zupę miso, wyborne krążki kalmarów w cieście z doskonałym sosem, kurczaka curry z ryżem, przepyszne pierożki, obłedne kulki sezamowe, czyli spory wybór dań smażonych, z grilla, a także makaronów, ryżów i nawet sałatek. Przyjemności doświadczą więc tu również osoby, dla których sushi nie będzie pierwszym wyborem.
  7. Ceny – mamy kilka cen oferty all you can eat, w zależności od tego, kiedy z niej chcemy skorzystać. Ceny lunchowe obowiązują do g. 16.00, co oznacza, że w chwili składania zamówienia musi być przed 16.00. Jednak na pobyt w restauracji mamy oczywiście pełne 2,5 h. 😉

Oferta lunchowa:

PONIEDZIAŁEK, WTOREK do g. 16.00 – 5 180 Ft  (ok. 78 zł) / osoba

ŚRODA, CZWARTEK do g. 16.00   5 680 Ft (ok. 85 zł) / osoba

Oferta obiadowa:

PONIEDZIAŁEK, WTOREK po g. 16.00 – 6 380 Ft  (ok. 95 zł) / osoba

ŚRODA DO NIEDZIELI I W ŚWIĘTA po g. 16.00   6 880 Ft (ok. 103 zł) / osoba

Mnie udało się odwiedzić Itoshii w poniedziałek przed 16.00, więc i zjeść w najniższej cenie! Było prawie pusto (jedyny stolik zajmowali Japończycy, co zawsze jest w takiej restauracji dobrym znakiem), choć nadal miło i klimatycznie. Kelnerzy do naszej dyspozycji, nie musieli się uwijać przy pełnej sali, więc miało to same plusy. Reasumując, o ile zdarzyło mi się zjeść dość duże i perfekcyjnie przygotowane zestawy sushi za mniej, niż 78 zł, o tyle nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek zupełnie się nimi najadła, a tym bardziej wypiła jeszcze kilka butelek mrożonej herbaty i zmieściła się w takiej cenie. Po prawdzie, wydaje mi się, że nawet 103 zł nie są wygórowaną ceną, biorąc pod uwagę, ile naprawdę jesteśmy tam w stanie zjeść i wypić (pamiętajmy, że w grę wchodzą także alkohole).
Także nie obawiajmy się limitów ani na jednorazowe zamówienie, ani na czas, który możemy spędzić w restauracji. Damy radę się przejeść, choć – co jest akurat w sushi bardzo przyjemne – nawet przy największym objedzeniu się nim, nie będziemy się czuć tak ciężko, jak po bardzo tłustych, smażonych potrawach.

  • GDZIE WYPIĆ NAJLEPSZĄ MROŻONĄ KAWĘ?

ADRES: Zrínyi utca 5

O kawie nie miałam pisać, bo to osobny temat, wymagający większego zgłębienia, jednak zupełnym przypadkiem natrafiłam na uroczą i klimatyczną kawiarnię, w której zaserwowano mi najlepszą mrożoną kawę, jaką piłam w życiu! Mowa mianowicie o Aurum Bistro w ścisłym centrum Budapesztu. Koszt tego nektaru kawoszy to ok. 900 Ft (ok. 14 zł). W karcie menu widziałam też – gorąco polecanego przez przemiłego kelnera – shake’a snickersowego za 1300 Ft (ok. 20 zł), którego z całą pewnością spróbuję następnym razem. O ile nie skuszę się kolejną kawę. Tak czy tak, na pewno jeszcze tu wrócę i to zapewne nie raz. Polecam z całych sił! 😉

  • CO KUPIĆ W TESCO?

Tak, pozuję z kostką rosołową na tle Tesco…

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta – absolutnie wszystko, co się da! Hala Targowa jest naprawdę warta zwiedzenia, ale proponuję skupić się w niej na świeżych i suszonych owocach oraz paprykach, smalcu i mięsach. Natomiast wszelkie węgierskie wina, UNICUM (jakiekolwiek alkohole tak naprawdę), pasty paprykowe, suszone papryki w proszku w Tesco są także certyfikowane, a zwyczajnie o połowę tańsze.
To, czego ostatnio nie udało mi się  kupić, to kostka rosołowa rybna! Nabyłam ją w trakcie tego pobytu. Oczywiście wiadomo, że kostki nie są zdrowe i że nie powinno się ich używać wcale, a jeśli już potrzebujemy, to powinniśmy ją zrobić sami (przepis na domową bulionetkę TUTAJ), jednak kostka rybna jest pewnym ewenementem i czymś na tyle dla nas egzotycznym, że warto przywieźć sobie jedno opakowanie.
Pozostając w temacie alkoholi, pamiętajmy, że w Polsce bez problemu dostaniemy bardzo dobre węgierskie wina i to nawet taniej albo w takich samych cenach. Śmiało więc możemy sobie odpuścić kupowanie Tokaja czy Byczej Krwi (doskonałe czerwone wino, idealne do perkeltu), bo są dostępne u nas (np. w bardzo dobrych cenach TUTAJ).

Doskonałe czerwone wino Bycza Krew (Egri bikavér), kupione w Polsce za 15 zł.

  • KULINARNY SŁOWNICZEK                POLSKO-WĘGIERSKI

Nie będę udawać, że umiem się po węgiersku chociaż przywitać – nie umiem. Jednak przed każdym wyjazdem robiłam sobie małą ściągę (przydatną zwłaszcza na targu), która pozwoliła mi uniknąć nieporozumień i w milczeniu wręczałam ją sprzedawcom, wskazując interesującą mnie pozycję. Pomyślałam, że warto się nią tu podzielić.

ostra papryka – csípős paprika               

łagodna papryka – kápia paprika            

suszona papryka  – szárított paprika    

SAM_3979

Mój perkelt 😉

 wino Bycza Krew – Egri bikavér 

kostka rybna – halászlékocka

gęsi smalecliba zsiradék

Smacznego! – Jó étvágyat!

Jednopalnikowa z węgierskim elektrycznym Kolegą 😉

Reklamy

6 thoughts on “Jó étvágyat! Fotorelacja z kulinarnej podróży po Budapeszcie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s