Jó étvágyat! Fotorelacja z kulinarnej podróży po Budapeszcie

Już po pierwszym (bardzo niestety krótkim) pobycie w Budapeszcie wiedziałam, że muszę to miasto odwiedzić ponownie, bo jest magiczne, przepiękne, klimatyczne i pełne fantastycznych smakołyków! Co prawda opisałam już na blogu, co warto z Węgier przywieźć (wpis znajdziemy TUTAJ), jednak ani nie wyczerpałam do końca tematu, ani nie zdążyłam zwiedzić zbyt wielu restauracji i barów. Tym razem kupiłam właściwie to samo, o czym wspominałam w poprzednim wpisie, ale udało mi się namierzyć rewelacyjne miejsca, które dokładnie opiszę.
Pewną niespodzianką i nowością jest to, że zmontowałam cztery króciutkie filmiki (otwierając tym samym kanał na YT… a skoro kanał otwarty, to i nowe możliwości otwarte  😉 ), więc będę Wam mogła nie tylko napisać, ale także opowiedzieć, gdzie warto się wybrać!;)
Poniższy SPIS TREŚCI ułatwi nam poruszanie się po tekście również na skróty – po kliknięciu w nazwę każdego rozdziału, od razu się w nim znajdziemy!;)

      1. Gdzie zjeść najlepszego langosza?
      2. Gdzie zjeść wyborny pörkölt?
      3. Co kupić w Centralnej Hali Targowej?
      4. Gdzie zjeść najlepsze sushi?
      5. Gdzie wypić najlepszą mrożoną kawę?
      6. Co kupić w Tesco?
      7. Kulinarny słowniczek polsko-węgierski
  • GDZIE ZJEŚĆ NAJLEPSZEGO LANGOSZA?

ADRES: Bajcsy Zsilinszky út. przy samej stacji metra Arany János

Otóż po wnikliwym zbadaniu tematu (przede wszystkim na lokalnych forach internetowych), wiem już, że najlepszą reputacją wśród budapeszteńczyków i równocześnie niemal zerową popularnością wśród turystów (co jest dobrym znakiem) cieszy się budka z langoszami i naleśnikami o wdzięcznej nazwie Retro Büfé. Pracownicy nie mówią po angielsku, ale – ponoć od niedawna – dostępna jest angielska wersja menu, co ułatwia komunikację.
Zarówno naleśniki, jak i langosze są naprawdę przepyszne.
Ceny wahają się od 420 Ft (ok. 6 zł za langosza ze śmietaną) do 750 Ft (ok. 12 zł za langosza z sosem bolognese). Osobiście najbardziej lubię i polecam langosza ze śmietaną i tartym wędzonym serem (580 Ft =  ok. 9 zł). Oto i on:

 

 

 

 

 

 

Nadeszła już – po części opisowej – pora, by zaprosić  Państwa na krótką relację filmową. Na oczach Czytelników, którzy tym razem w roli Widzów, jem po raz pierwszy langosza w budce Retro Büfé, używając przy tym, dosyć na wyrost, przymiotnika „pyszny”. Jednak i tym razem intuicja mnie nie zawiodła – był naprawdę doskonały! ❤

 

Przepis na langosza znajdziemy TUTAJ.

  • GDZIE ZJEŚĆ WYBORNY PÖRKÖLT?

ADRES: Pesti Barnabás utca 6

Węgrzy słowem „gulasz” (gulyás) nazywają zupę gulaszową, która bywa dość pikantna, natomiast „gulasz” w polskim rozumieniu tego słowa, to pörkölt (perkelt), czyli długo gotowane mięso (różne rodzaje), cebula i słodka papryka, podlewane węgierskim czerwonym winem, przeważnie zupełnie łagodne lub bardzo delikatnie pikantne.  W każdej przyzwoitej węgierskiej restauracji dostaniemy znakomity pörkölt. Oczywiście nie miałam wystarczająco dużo czasu, żeby obejść wszystkie w Budapeszcie, więc polecę tę, na którą natknęłam się przez przypadek – najstarszą włosko-węgierską restaurację Pesztu, La Porta Di Taormina. Miłe, eleganckie, a zarazem przytulne wnętrze i naprawdę doskonałe jedzenie! Mój pörkölt – idealny, szlachetny, głęboki smak, wyśmienicie doprawiony, ale nie ostry – kosztował 3400 Ft (ok. 50 zł). Miałam okazję spróbować też kurczaka w delikatno-aksamitnym, nieziemsko pysznym sosie paprykowym (pollo gnochetti) – porcja za 2700 Ft (ok. 40 zł). Napoje dostaniemy tam w okolicach 1000 Ft (ok. 15 zł). Jak widać nie jest to bardzo tania restauracja, ale ceny są porównywalne ze wszystkimi innymi miejscami w centrum. Trzeba też pamiętać, że za serwis doliczają tu 13% wartości zamówienia, więc nie trzeba już zostawiać napiwków.
Poniżej przedstawiam krótki filmik znów ze swoich pierwszych kęsów (bez żadnych dokrętek 😀 ), a że aktorką jestem fatalną, tak i zagrać, że jest dobre, gdyby nie było, na pewno bym nie potrafiła! 😉

Przepis na perkelt znajdziemy TUTAJ.

  • CO KUPIĆ W CENTRALNEJ HALI TARGOWEJ?

ADRES: Vámház krt. 1-3 , Fővám tér

Powoli przeszliśmy do mojego ulubionego miejsca na kulinarnej mapie Budapesztu, czyli Centralnej Hali Targowej (Központi Vásárcsarnok Nagycsarnok). Hala jest przepiękna, ogromna i pełna tak niesamowitych i intensywnych zapachów świeżych owoców i warzyw, że za każdym razem, kiedy tam jestem żałuję, że nie dane było mi zatrzymać się w Budapeszcie na dłużej – wtedy na pewno obkupiłabym się za wszystkie czasy i gotowała na miejscu!;)
I tym razem tradycyjnie kupiłam kilka słodkich spiczastych papryk na pörkölt. W tym miejscu warto przypomnieć – bo nie wszyscy sprzedawcy na targu rozumieją angielski, – że papryka słodka to  „kápia paprika” (nie dam głowy, czy „kápia” to każda słodka papryka, czy nazwa konkretnego gatunku, ale jeśli zobaczymy taki napis, możemy być pewni, że to słodka papryka), a ostra to „csípős paprika”. Kilogram papryki kápia kosztuje prawie 600 Ft (ok. 9 zł).
 Kolejnym fascynującym mnie zakupem jest najzdrowszy tłuszcz do smażenia mięs, czyli gęsi smalec (do warzyw najzdrowszym jest olej rzepakowy – oliwa z oliwek w trakcie smażenia traci swoje właściwości, więc używajmy jej tylko do sałatek). Na większości stoisk mięsnych dostaniemy gęsi smalec bez problemu, jednak w różnych cenach. Moim ulubionym, już przy pierwszej wizycie odkrytym, jest stoisko o numerze B – VI/2. (wystarczy dojść główną drogą mniej więcej do połowy hali, skręcić w lewo, iść prosto i wypatrywać tego numeru). Gęsi smalec jest tam najtańszy, bo kilogram kosztuje 1100 Ft (ok. 16 zł). SAM_3914Zdecydowanie odkryciem tej wizyty było dla mnie nieskończenie dużo rodzajów suszonych owoców. Suszone morele, śliwki, banany, ananasy czy jabłka nie są dla nikogo zaskoczeniem, ale już suszone: papaja, mango, kiwi, pomelo czy truskawki to dopiero owocowa gratka!;)
Wszystkim wybierającym się do Budapesztu polecam serdecznie zwiedzenie Centralnej Hali Targowej i zapraszam na swoją krótką relację z wycieczki po niej!;)

  • GDZIE ZJEŚĆ NAJLEPSZE SUSHI?

ADRES: Teréz kōrút 55-57.

Jeśli jesteśmy miłośnikami sushi, a zjemy już w Budapeszcie langosza i perkelt, bardzo gorąco zachęcam do zafundowania sobie niezwykłej przygody, jaką jest odwiedzenie japońskiej restauracji Itoshii i skorzystanie z jej oferty w wersji all you can eat, czyli jesz ile chcesz. „W wersji”, ponieważ możemy też zamówić tradycyjnie z karty poszczególne pozycje lub całe zestawy. Tę możliwość jednak odstawię na bok – tak można zjeść przecież wszędzie.
Mimo że system, w którym płaci się jedną podaną z góry cenę nie jest nowością, to Itoshii była pierwszą restauracją tego typu, którą miałam ogromną przyjemność odwiedzić, więc spieszę podzielić się wrażeniami!
Trzeba pamiętać, że istnieją tu pewne zasady i chyba to, co najważniejsze, to konfrontacja naszych wyobrażeń z rzeczywistością (spokojnie, na korzyść rzeczywistości!).

  1. Maksymalny czas na zjedzenie to 2,5 h – od momentu złożenia pierwszego zamówienia do momentu uiszczenia rachunku mamy 2,5 h. Być może wbrew wyobrażeniom, to bardzo dużo czasu, naprawdę! Ja wytoczyłam się z restauracji po, trwających wieczność, dwóch godzinach! 😀
  2. Dodatkowo płacimy, jeśli… zostawimy cokolwiek na którymkolwiek talerzu (porcje są bardzo małe, więc przez całą naszą wizytę, kelner zbierze ich z naszego stolika sporo) lub zamówimy sashimi. Co do zostawiania resztek, oczywiście chrzan wasabi, imbir czy sos sojowy się nie liczą, jednak jeśli zdarzy nam się zostawić rybę, musimy za nią zapłacić ok. 300 Ft (ok.5 zł) – pomysł jak najbardziej słuszny, pomaga rozsądnie wybierać i zapobiega marnowaniu jedzenia.
    Jeśli zaś chodzi o dodatkową cenę sashimi, to zarówno kelner, jak i tablet, na którym zamawiamy, nas o tym dokładnie poinformują. Zamówienie sashimi, chyba jako jedynego dania z karty, nie koliduje z ofertą all you can eat, więc możemy je śmiało zamawiać, ale miejmy świadomość, że do naszego rachunku zostanie ono doliczone.
  3. Jeden stolik, niezależnie od tego, w ile osób go zajmiemy, musi wybrać albo all you can eat albo jedzenie z karty – co jest jedynym sensownym rozwiązaniem, bo inaczej strasznie ciężko byłoby udowodnić kto dokładnie co jadł. Reasumując, jeśli wybieramy się w kilka osób, ustalmy wcześniej jedną możliwość jedzenia.
  4. Jedna osoba jednorazowo może zamówić tylko 5 porcji – ta zasada zmartwiła i zdezorientowała mnie chyba najbardziej, ale w praktyce jest również bardzo sensowna. Ponieważ było nas dwoje, dostaliśmy limit na stolik 10 porcji jednorazowo (czyli jak się podzielisz z partnerem w kwestii liczby zamówionych porcji, to już tylko i wyłącznie wasza sprawa – w sumie możecie zamówić 10). Zamawiamy na tablecie, który jest bardzo prosty w obsłudze. Zaznaczamy podpisane obrazki i na końcu klikamy przycisk „ok” i to jest całe zamówienie, które bardzo szybko do nas dociera. Porcje, jak wspominałam, są bardzo małe. Przykładowo w innych japońskich restauracjach porcja nigiri to 2 sztuki, futo maki  6, a maki 8. W Itoshii porcja to najczęściej jedna sztuka, w przypadku futo maków 2, a maków 3. Jednak ten limit zamówienia „jednorazowego” też jest słuszny i właściwie wcale się go jakoś mocno nie odczuwa, bo już 5 minut od złożenia zamówienia, możemy zamawiać od nowa w taki sam sposób. Przeważnie w momencie, kiedy jedzenie przybędzie na nasz stół, możemy już zamawiać kolejne porcje. Ten limit pomaga nam nie przesadzić i rozsądnie ocenić nasze możliwości, żeby nie płacić potem za zostawione na talerzu resztki.
  5. Napoje także są nielimitowane – jeśli chodzi o napoje, to nie zamawiamy ich na tablecie (i nie mamy żadnych limitów jednorazowego zamówienia), tylko tradycyjnie u kelnera z podanej nam karty napojów. Wybór jest dość spory. Od wody, napojów gazowanych, soków, mrożonych herbat przez piwo i wino po ciepłe herbaty, kawy i japońską herbatę zieloną podawaną zarówno w wersji na ciepło, jak i na zimno (bardzo polecam!). Naprawdę możemy podczas całego pobytu wypić hektolitry napojów, co w przypadku restauracji jest największą oszczędnością.
  6. Możemy zamawiać nie tylko sushi – w ofercie all you can eat, restauracja Itoshii ma nie tylko sushi, ale również jedzenie na ciepło – japońską zupę miso, wyborne krążki kalmarów w cieście z doskonałym sosem, kurczaka curry z ryżem, przepyszne pierożki, obłedne kulki sezamowe, czyli spory wybór dań smażonych, z grilla, a także makaronów, ryżów i nawet sałatek. Przyjemności doświadczą więc tu również osoby, dla których sushi nie będzie pierwszym wyborem.
  7. Ceny – mamy kilka cen oferty all you can eat, w zależności od tego, kiedy z niej chcemy skorzystać. Ceny lunchowe obowiązują do g. 16.00, co oznacza, że w chwili składania zamówienia musi być przed 16.00. Jednak na pobyt w restauracji mamy oczywiście pełne 2,5 h. 😉

Oferta lunchowa:

PONIEDZIAŁEK, WTOREK do g. 16.00 – 5 180 Ft  (ok. 78 zł) / osoba

ŚRODA, CZWARTEK do g. 16.00   5 680 Ft (ok. 85 zł) / osoba

Oferta obiadowa:

PONIEDZIAŁEK, WTOREK po g. 16.00 – 6 380 Ft  (ok. 95 zł) / osoba

ŚRODA DO NIEDZIELI I W ŚWIĘTA po g. 16.00   6 880 Ft (ok. 103 zł) / osoba

Mnie udało się odwiedzić Itoshii w poniedziałek przed 16.00, więc i zjeść w najniższej cenie! Było prawie pusto (jedyny stolik zajmowali Japończycy, co zawsze jest w takiej restauracji dobrym znakiem), choć nadal miło i klimatycznie. Kelnerzy do naszej dyspozycji, nie musieli się uwijać przy pełnej sali, więc miało to same plusy. Reasumując, o ile zdarzyło mi się zjeść dość duże i perfekcyjnie przygotowane zestawy sushi za mniej, niż 78 zł, o tyle nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek zupełnie się nimi najadła, a tym bardziej wypiła jeszcze kilka butelek mrożonej herbaty i zmieściła się w takiej cenie. Po prawdzie, wydaje mi się, że nawet 103 zł nie są wygórowaną ceną, biorąc pod uwagę, ile naprawdę jesteśmy tam w stanie zjeść i wypić (pamiętajmy, że w grę wchodzą także alkohole).
Także nie obawiajmy się limitów ani na jednorazowe zamówienie, ani na czas, który możemy spędzić w restauracji. Damy radę się przejeść, choć – co jest akurat w sushi bardzo przyjemne – nawet przy największym objedzeniu się nim, nie będziemy się czuć tak ciężko, jak po bardzo tłustych, smażonych potrawach.

  • GDZIE WYPIĆ NAJLEPSZĄ MROŻONĄ KAWĘ?

ADRES: Zrínyi utca 5

O kawie nie miałam pisać, bo to osobny temat, wymagający większego zgłębienia, jednak zupełnym przypadkiem natrafiłam na uroczą i klimatyczną kawiarnię, w której zaserwowano mi najlepszą mrożoną kawę, jaką piłam w życiu! Mowa mianowicie o Aurum Bistro w ścisłym centrum Budapesztu. Koszt tego nektaru kawoszy to ok. 900 Ft (ok. 14 zł). W karcie menu widziałam też – gorąco polecanego przez przemiłego kelnera – shake’a snickersowego za 1300 Ft (ok. 20 zł), którego z całą pewnością spróbuję następnym razem. O ile nie skuszę się kolejną kawę. Tak czy tak, na pewno jeszcze tu wrócę i to zapewne nie raz. Polecam z całych sił! 😉

  • CO KUPIĆ W TESCO?

Tak, pozuję z kostką rosołową na tle Tesco…

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta – absolutnie wszystko, co się da! Hala Targowa jest naprawdę warta zwiedzenia, ale proponuję skupić się w niej na świeżych i suszonych owocach oraz paprykach, smalcu i mięsach. Natomiast wszelkie węgierskie wina, UNICUM (jakiekolwiek alkohole tak naprawdę), pasty paprykowe, suszone papryki w proszku w Tesco są także certyfikowane, a zwyczajnie o połowę tańsze.
To, czego ostatnio nie udało mi się  kupić, to kostka rosołowa rybna! Nabyłam ją w trakcie tego pobytu. Oczywiście wiadomo, że kostki nie są zdrowe i że nie powinno się ich używać wcale, a jeśli już potrzebujemy, to powinniśmy ją zrobić sami (przepis na domową bulionetkę TUTAJ), jednak kostka rybna jest pewnym ewenementem i czymś na tyle dla nas egzotycznym, że warto przywieźć sobie jedno opakowanie.
Pozostając w temacie alkoholi, pamiętajmy, że w Polsce bez problemu dostaniemy bardzo dobre węgierskie wina i to nawet taniej albo w takich samych cenach. Śmiało więc możemy sobie odpuścić kupowanie Tokaja czy Byczej Krwi (doskonałe czerwone wino, idealne do perkeltu), bo są dostępne u nas (np. w bardzo dobrych cenach TUTAJ).

Doskonałe czerwone wino Bycza Krew (Egri bikavér), kupione w Polsce za 15 zł.

  • KULINARNY SŁOWNICZEK                POLSKO-WĘGIERSKI

Nie będę udawać, że umiem się po węgiersku chociaż przywitać – nie umiem. Jednak przed każdym wyjazdem robiłam sobie małą ściągę (przydatną zwłaszcza na targu), która pozwoliła mi uniknąć nieporozumień i w milczeniu wręczałam ją sprzedawcom, wskazując interesującą mnie pozycję. Pomyślałam, że warto się nią tu podzielić.

ostra papryka – csípős paprika               

łagodna papryka – kápia paprika            

suszona papryka  – szárított paprika    

SAM_3979

Mój perkelt 😉

 wino Bycza Krew – Egri bikavér 

kostka rybna – halászlékocka

gęsi smalecliba zsiradék

Smacznego! – Jó étvágyat!

Jednopalnikowa z węgierskim elektrycznym Kolegą 😉

Co przywieźć z Węgier?

Moja ostatnia i pierwsza zarazem wizyta w Budapeszcie zaowocowała w cudowne zakupy (oczywiście kulinarne!) – przywiozłam do domu dużo skarbów, z których ciągle w kuchni korzystam, które mnie inspirują i zwyczajnie cieszą, pomagając poznać odrobinę specyfikę kuchni węgierskiej. W poniższym wpisie podzielę się tym, co kupiłam i za warte kupienia uważam oraz podam linki do przepisów na dania z wykorzystaniem nabytych produktów!;)

*Druga, obszerniejsza część wpisu o tym, co przywieźć z Węgier oraz gdzie warto zjeść w Budapeszcie, dostępna już TUTAJ – zapraszam do odwiedzenia!;)

  • SZNUR SUSZONEJ PAPRYKI

We wszystkich podobnych blogowych wpisach dotyczących kulinarnych pamiątek z Węgier (których się trochę naczytałam przed wyjazdem), niemal wszyscy blogerzy jednogłośnie odradzają zakup wiszących suszonych papryk, gdyż są typowo turystyczną, zbędną w kuchni atrakcją. Jednak… one są zwyczajnie takie ładne i tak mi pięknie korespondują z niedawno nabytym prawdziwym, hodowanym przez znajomego polskim czosnkiem oraz własnoręcznie suszonymi liśćmi laurowymi z Thassos, że postanowiłam – porzucając kucharskie ambicje i idąc za wewnętrznym turystycznym głosem – wzbogacić swoją maleńką jednopalnikową kuchnię o sznur takowych. Jak odważę się kiedyś jedną zetrzeć i użyć do jakiejś potrawy, nie omieszkam podać poniżej linku do przepisu. I jak? ładnie, prawda?;)

Gdzie dostaniemy?

Ja swój sznur nabyłam na niesamowitym, wielkim targu przy słynnej turystycznej ul. Váci.

W jakiej cenie?

Ceny wahały się od 750 Ft (ok. 10 zł) do 1200 Ft (ok. 17 zł) – mój kosztował 800 Ft (ok. 11 zł).

  • SUSZONA PAPRYKA W PROSZKU

Dwie doskonałe, aromatyczne węgierskie papryki w proszku, które warto w domu mieć, to z pewnością Szegedi Paprika oraz Kalocsai Fűszerpaprika-őrlemény. Przy zakupie zwróćmy uwagę na żółto-pomarańczowy znak jakości u góry opakowania.

Gdzie dostaniemy?

Mnie udało się je dostać w budapesztańskim Tesco.

W jakiej cenie?

Szegedi Paprika – 389 Ft (ok. 6 zł)

Kalocsai Fűszerpaprika-őrlemény – 369 Ft (ok. 5 zł)

Jednopalnikowe przepisy z użyciem suszonych papryk:

Krem z pieczonej papryki i bakłażana – przepis TUTAJ

Perkelt – przepis TUTAJ

  • PAPRYKA SŁODKA SPICZASTA ŚWIEŻA

Na bazarach, targach, w warzywniakach czy Tesco dostaniemy też oczywiście świeże papryki, a warto wiedzieć, że węgierskie papryki uchodzą za najlepsze na świecie, więc jeśli nie czeka nas bardzo daleka, wyczerpująca papryki podróż, możemy się pokusić o przywiezienie kilku!;)

Gdzie dostaniemy?

Niemal wszędzie.

W jakiej cenie?

ok. 450 Ft za kilogram (ok. 6 zł)

Jednopalnikowe przepisy z użyciem świeżych papryk:

Krem z pieczonej papryki i bakłażana – przepis TUTAJ

Perkelt – przepis TUTAJ

  •  PASTY PAPRYKOWE

Wielu z nas pamięta pewnie z dzieciństwa węgierską pastę paprykową Piros Arany w tubce. Ja owszem, przypomniałam sobie jej wygląd, ale że mój romans z papryką należał przez długie lata raczej do tych trudnych, prawdopodobnie nie odtworzyłabym jej smaku (jeśli w ogóle ją wcześniej próbowałam). W Budapeszcie będąc, zakupiłam i wszystkim ją polecam, jednak wysmarowanie nią całej kanapki nie jest dobrym pomysłem – pasta  charakteryzuje się intensywnością i choć nie jest ostra, jest bardzo słona. Znakomicie więc nadaje się do gotowania!;)

Kolejną polecaną w internetowych artykułach pastą, jest ta w słoiczkach. Zdecydowałam się na Édes Annę, bo jest najłagodniejsza. Do wyboru pozostaje jednak również: ostra Puszta íze, bardzo ostra Erős Pista i najostrzejsza Haragos Pista.

Gdzie dostaniemy?

W wielu sklepach i na targach. Ja nabyłam w Tesco.

W jakiej cenie?

Piros Arany – 365 Ft (ok. 5 zł)

Édes Anna – 469 Ft (ok. 7 zł)

Jednopalnikowe przepisy z użyciem past paprykowych:

Perkelt – przepis TUTAJ

  • GĘSI SMALEC

Moją największą radością z całej wizyty w tym niewątpliwie przepięknym mieście, było nabycie gęsiego smalcu. Za sprawą nie tak odległego spotkania z Ewą Wachowicz, polowałam na niego z wielką determinacją, wreszcie bogata w wiedzę, że to obok oliwy z oliwek i przed olejem rzepakowym jeden z najzdrowszych tłuszczów, jakie można sobie wyobrazić. W przeciwieństwie do oliwy z oliwek nie traci swoich właściwości w trakcie smażenia i właściwie najlepiej smażyć na nim niemal wszystko. Pomyślałam, że moja podróż do miejsca, które również z dobrego gęsiego smalcu słynie to doskonała okazja do zakupienia tegoż. Przygotowana w fachowe, odnotowane na kartce słownictwo węgierskie i zapamiętane angielskie, ruszyłam na podbój mięsnych straganów na wspomnianym targu koło ul. Váci. Wielcy, wytatuowani panowie patrzeli na mnie dosyć z góry… dopóki nie spytałam po angielsku o interesujący mnie produkt, na wszelki wypadek podtykając im pod nos również to samo pytanie języku węgierskim. Wyraźny szacunek i uznanie rysujące się na ich twarzach zdecydowanie podniosły moją samoocenę. Ostatecznie wybrałam najtańszy i najbardziej mi odpowiadający gęsi smalec (gdzie indziej proponowano mi surową słoninę gęsią do wytopienia samemu) na którymś z kolei stoisku!;)

Gdzie dostaniemy?

Na przykład na targu przy ul. Váci.

W jakiej cenie?

500 Ft (ok. 7 zł) za 0,5 kg

Jednopalnikowe przepisy z użyciem gęsiego smalcu:

Perkelt – przepis TUTAJ

Langosz – przepis TUTAJ

  • UNICUM

Produktem, do kupienia którego zostałam namówiona, a który zdecydowanie nie przypadł mi do gustu, jest Unicum, czyli 40-procentowy likier ziołowy węgierskiego pochodzenia. Ma ponoć właściwości lecznicze i choć ciągle ufam bardziej medycynie konwencjonalnej, a każdy pijący ma tendencje do doszukiwania się w pitym trunku działań uzdrawiających, zdecydowałam się je wypróbować. Likier wyjątkowo mi nie zasmakował, ale muszę uczciwie przyznać, że dosyć mocny i uciążliwy katar, kichanie i lekki kaszel rzeczywiście następnego ranka po wieczornym spożyciu kieliszka Unicum ustąpiły zupełnie. Być może to zadziwiający zbieg okoliczności, ale wart odnotowania. Nieoczekiwanie wielkim amatorem tego węgierskiego specyfiku została jednak moja mama.

Gdzie dostaniemy?

W niemal każdym sklepie z pamiątkami (w różnych cenach). Ja kupiłam w sklepie monopolowym na ul. Váci.

W jakiej cenie?

1890 Ft za 100 ml (ok. 27 zł)

  • ŻÓŁTY WĘDZONY SER

Kiedy spytałam w Tesco o ser do langosza, wskazano mi wędzony żółty ser o nazwie Kuntej füstölt füredi trappista sajt (nie do końca jestem pewna, czy to w całości nazwa, ale węgierski opis znajdziemy TUTAJ). Rzeczywiście okazał się wyśmienity zarówno na kanapki, jak i – po starciu – na langosza czy do jakiegokolwiek dania. Polecam go serdecznie!

Gdzie dostaniemy?

W Tesco i pewnie większości stoisk z nabiałem.

W jakiej cenie?

1899 Ft (ok. 27 zł) za kilogram (ja swój wystarczający kawałek nabyłam za 259 Ft, czyli niecałe 4 zł)

Jednopalnikowe przepisy z użyciem żółtego wędzonego sera:

Langosz – przepis TUTAJ

SMACZNEGO/JÓ ÉTVÁGYAT KÍVÁNUNK!;)

Καλή όρεξη! Fotorelacja z kulinarnej podróży po Thassos

Minęło już trochę czasu od mojego powrotu z cudownej greckiej wyspy Thassos, ale znając ją na wylot i równocześnie tęskniąc za nią okrutnie, pomyślałam, że być może – jako że zaczął się już sezon wyjazdowy – ten wpis przyda się Wszystkim, którzy się tam właśnie wybierają. Zwłaszcza po raz pierwszy. Ideą artykułu, oprócz odświeżenia wspaniałych wspomnień, jest zebranie w jednym miejscu wszystkich przydatnych kulinarnie informacji związanych z wyspą – resztę znajdziemy w moim „Praktyczno-sentymentalnym przewodniku po Thassos”, do którego lektury gorąco zachęcam!;)
Poniższy SPIS TREŚCI ułatwi nam poruszanie się po tekście również na skróty – po kliknięciu w nazwę każdego rozdziału, od razu się w nim znajdziemy!;)

  1. Co smacznego możemy sami bez wysiłku i dużego wydatku przygotować w hotelowym pokoju?
  2. Co warto kupić i podjadać na miejscu?
  3. Co warto przywieźć z Thassos?
  4. Gdzie na Thassos kupić to, co warto?
  5. Jak wygląda kulinarna mapa Thassos wg Jednopalnikowej?
  6. Podsumowanie
  7. Kulinarny słowniczek polsko-grecki

  • CO SMACZNEGO MOŻEMY SAMI BEZ WYSIŁKU I DUŻEGO WYDATKU PRZYGOTOWAĆ W HOTELOWYM POKOJU?

Oczywiście, nie po to jedziemy na wczasy, żeby stać przy garach. Dodatkowo sprawy nie ułatwia w najlepszym przypadku maleńki hotelowy aneks kuchenny, wyposażony w najprostszy sposób. Jednak jeśli lubimy karmić, własna prosta potrawa z produktów kupionych na Thassos może być źródłem ogromnej przyjemności!;)

♥ SAŁATKĘ GRECKĄ

Polecam ogromnie własną sałatkę grecką – żadna nie smakuje tak, jak ta przygotowana z tasyjskich specjałów. Jeśli mamy w wyposażeniu pokoju czajnik elektryczny, deskę do krojenia, miskę i nożyk (ten ostatni, w razie czego, dostaniemy w każdym sklepie za 1 €) – mamy idealne warunki!
Niesamowite jest dla mnie zawsze to, jak cudownie smakują tam warzywa (zwłaszcza pomidory), mimo że nie sprawiają w sklepie oszałamiającego wrażenia swoim wyglądem. Nie bójmy się więc zakupów!;)

LISTA ZAKUPOWA:

– 2 pomidory

– 2 ogórki zielone

– czerwona cebula

– najtańsze opakowanie czarnych oliwek throumba (θρούμπες)

– feta

– najmniejsza butelka oliwy z oliwek

– przyprawa do sałatki greckiej

a do picia polecam:

Retsinę (greckie białe żywicowane wino)

– Sprite (połączenie Retsiny i Sprite’a nazywa się tu „greckim szampanem”)

oliwki Olis – 1,85 €, feta Dodoni – 4,90 €, oliwa – 2,79 €, przyprawa do sałatki greckiej – 1 €

Przepis na sałatkę grecką znajdziemy TUTAJ

Jeśli mamy w posiadaniu szczelnie zamykane plastikowe pudełko, możemy zabrać sałatkę ze sobą na plażę albo wycieczkę dookoła wyspy!;)

Jeśli nie – lunch na balkonie też jest świetnym pomysłem!;)

♥♥  JOGURT Z MIODEM I ORZECHAMI

miód z orzechami – 3,20 €

Ten cudowny w swojej prostocie deser zrobi każdy, nawet najbardziej zatwardziały  przeciwnik gotowania. Wystarczy połączyć ze sobą trzy składniki. Na Thassos skurczą się one do zaledwie dwóch, bo wyspa oferuje nam wspaniałe miody, z których słynie, m.in. już z orzechami w środku. Pyszne słodkie co nie co dostaniemy też w większości tawern!;)

LISTA ZAKUPOWA:

– jogurt (z mleka krowiego)

– najmniejszy miód z orzechami

Przepis na jogurt z miodem i orzechami znajdziemy TUTAJ

  • CO WARTO KUPIĆ I PODJADAĆ NA MIEJSCU?

O ile w tawernach mamy menu także w języku angielskim, a w razie czego nasze wątpliwości zawsze może rozwiać kelner, o tyle w greckim sklepie nie do każdego produktu podchodzimy z dużym zaufaniem, zwłaszcza, kiedy nie ma na nim angielskiej etykietki. Jest kilka artykułów, które sama bardzo lubię kupić i trzymać w lodówce (warto upewnić się czy nasza hotelowa lodówka działa – fakt jej posiadania nie jest z tym automatycznie jednoznaczny!) na wypadek nagłego głodu!;)

melizanosalata ΑΜΒΡΟΣΙΑ – 1 €

MELIZANOSALATA (ΜΕΛΙΤΖΑΝΟΣΑΛΆΤΑ) – czyli pasta z bakłażana, jeśli po powrocie zechcemy ją sami zrobić, przepis znajdziemy TUTAJ

taramasalata ΑΜΒΡΟΣΙΑ – 1 €

TARAMASALATA (ΤΑΡΑΜΟΣΑΛΆΤΑ) – czyli pasta z ikry łososia, przypominająca w smaku niezwykle delikatną pastę łososiową; jeśli po powrocie zechcemy ją sami zrobić, przepis znajdziemy TUTAJ

TZATZIKI – czyli tradycyjny grecki dip czosnkowo-ogórkowy; jeśli po powrocie zechcemy go sami zrobić, przepis znajdziemy TUTAJ

JOGURT (GRECKI) – dostaniemy go zarówno z mleka owczego, koziego, jak i krowiego – wystarczy spojrzeć na rysunek na etykiecie!;)

tzatziki Fresco Gusto – 1 €, jogurt Rodopi – 1,20 €

  •  CO WARTO PRZYWIEŹĆ Z THASSOS?

Oczywiście skupię się tu jedynie na dziale kulinarnym, bo lista tego, co warto z Thassos przywieźć się do niego nie ogranicza!;)
Dobrze najpierw wiedzieć, z czego wyspa słynie, a słynie (obszerniejsze informacje znajdziemy TUTAJ):

likier z miodu i orzechów – 2 €

♦ ze znakomitych miodów piniowych (odrobinę mniej słodkich od tych, do których możemy być przyzwyczajeni); można je dostać zarówno solo, jak i z intrygującymi dodatkami: od wspomnianych przeróżnych rodzajów orzechów, przez tymianek po oliwki

♦ ze słodkich syropów m.in. z owocami – sprzedaje się je w słoiczkach przypominających te z miodami; polecam syrop z wiśniami

♦ z rewelacyjnej oliwy z oliwek – na wyspie znajduje się co najmniej 7 fabryk (obszerniejsze informacje znajdziemy TUTAJ)

♦ ze zbieranych tu czarnych oliwek throumba (θρούμπες)  – są charakterystycznie pomarszczone i mają w środku pestkę

♦ z imponującej liczby doskonałych ziół i przypraw, które – ususzone – dostaniemy w każdym sklepie, zarówno osobno, jak i w gotowych mieszankach do poszczególnych dań (bardzo je polecam)

oregano – 2 €, mieszanki przypraw – po 1 €

♦ z fantastycznej herbaty zbieranej w tutejszych górach (więcej na jej temat przeczytamy TUTAJ)

♦ z doskonałego słodkiego likieru z tasyjskiego miodu i orzecha włoskiego (w Limenas – stolicy wyspy jest sprzedawany w butelkach w kształcie instrumentów)

Istnieją też greckie artykuły nie produkowane na Thassos, ale tam dostępne, o które moim zdaniem warto się pokusić, czyli:

ouzo Plomari – 3,20 €

♦ ouzo Plomari (Πλωμαριου) – jest to rodzaj anyżowej tradycyjnej wódki. Co prawda Thassos także słynie z jej produkcji, jednak trzeba uczciwie stwierdzić, że najlepszym ouzo na świecie jest to produkowane w mieście Plomari, na wyspie Lesbos. Grecy pijąc, dodają do tego trunku dużo lodu, czasem oprócz niego także wodę. Połączenie, które osobiście uważam za idealne, to ouzo z Fantą Lemon – zwłaszcza Paniom gorąco je polecam! Urzekającą reklamę tego wyrobu zobaczymy TUTAJ.

Metaxa (Μεταξά) – tradycyjny grecki rodzaj brandy o delikatnym smaku m.in. wina muskatowego i anyżu. Liczba gwiazdek na etykiecie świadczy o jakości trunku – im jest wyższa, tym lepiej. Metaxa nie jest tanim alkoholem i jeśli nie jesteśmy pewni, czy nam zasmakuje, polecam kupienie malutkiej buteleczki, sprzedawanej w każdym sklepie. Kosztuje 2 € i jest też doskonała na prezent. Metaxy siedmiogwiazdkowej nie wypada pić inaczej, jak tylko w czystej formie (choć ja dodaję do niej trochę lodu), ale ta tańsza, pięciogwiazdkowa tworzy znakomity drink z coca-colą!;)

♦ Oprócz zakupu wyżej wymienionych artykułów, gorąco zachęcam także do przywiezienia sobie gałązki liści laurowych, które można sobie ususzyć – doda naszym zupom i sosom nieporównywalny z dotychczasowym aromat. Oczywiście zanim ruszymy z sekatorem, uzyskajmy zgodę właściciela drzewa!;)

tasyjskie skarby w jednopalnikowej kuchni

  •  GDZIE NA THASSOS KUPIĆ TO, CO WARTO?

Często spotykałam się z takim pytaniem i wg mojego wieloletniego doświadczenia ceny na Thassos różnią się od siebie w bardzo niewielkim stopniu. To, do czego nie jesteśmy przyzwyczajeni to fakt, że zdecydowanie najtaniej jest w stolicy wyspy, czyli w miejscowości Limenas/Thassos Town (Λιμένας). Jednak poza ceną jest jeszcze kwestia wyboru produktu (o jakości nie wspominam, bo ona jest wszędzie równie wysoka), więc postaram się pokazać na mapach, co gdzie najlepiej nabyć!;)

Miody/syropy

Miody/syropy

Najciekawszy w moim odczuciu wybór miodów i syropów znajdziemy w miejscowości Theologos (Θεολόγος) – tam po raz pierwszy miałam okazję spróbować (w sezonie można przed zakupem także degustować!) niesamowitego miodu z tymiankiem, a także wyśmienitego z oliwkami!

Mnogością miodowo-syropowych propozycji imponuje także Panagia (Παναγία) – zaledwie kilka stoisk z miodami może pozbawić nas fortuny, bo chciałoby się wykupić wszystko!;)

Pod pobliską Potamią (Ποτάμια) znajduje się fabryka miodu, którą zdecydowanie warto zwiedzić i oczywiście zwieńczyć tę wizytę słodkimi zakupami. Nie każdy wie, jak się do niej dostać – wszelkie niezbędne informacje otrzymamy TUTAJ.

Oprócz tego świetne miody znajdziemy w każdym najmniejszym sklepie, a jeśli zależy nam na dobrej cenie, warto się wybrać do Limenas/Thassos Town (Λιμένας) i zajrzeć do jakiegokolwiek sklepu.

Oliwa z oliwek

Oliwa z oliwek

Z oliwą z oliwek na Thassos jest tak, że gdzie jej nie kupimy, zawsze jest wspaniała. Ograniczyłam się w swojej mapce do miejscowości, których fabryki lubię najbardziej, czyli do:

Limenas/Thassos Town (Λιμένας),

Panagii (Παναγία),

Limenarii (Λιμενάρια)

Skala Prinos (Σκάλα Πρίνος),

ale dobrze się też dowiedzieć, czy przypadkiem właściciele naszego pensjonatu nie sprzedają swojej własnej oliwy (jeśli interesuje nas większa ilość, np. 5 l).  Jeśli wolimy mniejsze objętości, spokojnie możemy zrobić zakupy w Limenas/Thassos Town (Λιμένας). 250 ml kosztuje ok. 2,5 €, 750 ml ok. 5 €.

Po oliwki, przyprawy, herbatę oraz wszelkie alkohole radzę wybrać się do Limenas/Thassos Town (Λιμένας). Jeśli nie mamy takiej możliwości – nie na problemu. Dostaniemy je wszędzie w bardzo zbliżonych cenach i jakości!;)

Sama mieszkałam najczęściej w miejscowości Skala Potamia (Σκάλα Ποτάμια), w której śmiało polecam robienie zakupów w lokalnych sklepach. Od niedawna jest tam też mały Carrefour, gdzie najbardziej opłaca się kupować napoje, pieczywo i produkty na chleb. Jednak warzywa i owoce, a także wszelkie lokalne specjały polecam kupować w przemiłym i świetnie zaopatrzonym markecie Enira.


Znajduje się w samym sercu miejscowości 😉

Zachęcam też do odwiedzenia znakomitego sklepu Natura Shop, do którego link TUTAJ.

  • JAK WYGLĄDA KULINARNA MAPA THASSOS WG JEDNOPALNIKOWEJ?

Starając się być konsekwentna i trzymając się obranego w swoim „Praktyczno-sentymentalnym przewodniku po Thassos” kierunku objeżdżania wyspy, omówię kilka pysznych miejsc w różnych częściach Thassos, które gorąco polecam! 😉

♠ ALIKI (ΑΛΊΚΗ)

W tej urokliwej miejscowości gorąco polecam znakomitą tawernę Limanaki (Ταβέρνα Λιμανάκι), której szerszy opis znajdziemy TUTAJ.

Tym razem skusiłam się w niej na przepyszną taramosalatę (ταραμοσαλάτα) (za 3 €), ale z karty polecam dosłownie wszystko!!!

 ♠ LIMENARIA (ΛΙΜΕΝΆΡΙΑ)

Tym razem harmonogram jedzeniowy okazał się zbyt napięty, by zjeść w Limenarii, ale moim ulubionym tam miejscem jest tawerna rybna, którą opisałam szczegółowo TUTAJ. Na polecenie zasługuje także tawerna Palataki (Παλατάκι) – pełna recenzja TUTAJ.

 ♠ SKALA PRINOS (ΣΚΆΛΑ ΠΡΊΝΟΣ)

Ze Skala Prinos sytuacja ma się podobnie, jak z Limenarią. Z czystym sumieniem polecam wielokrotnie wypróbowaną tawernę Zorbas (Ζορμπας), opisaną TUTAJ.

  ♠ LIMENAS/THASSOS TOWN (ΛΙΜΈΝΑΣ)

Kiedy po raz pierwszy w trakcie ostatniego pobytu na Thassos przyjechałam do stolicy wyspy, trafiłam na nieoczekiwany najazd młodzieży szkolnej z lądu, co uniemożliwiło mi zjedzenie w którymkolwiek z miejsc, które znam i lubię po kilku godzinach oprowadzania po zabytkach. Z trudem udało się znaleźć jedyny wolny stolik w tawernie Thassilian Doukas. Nigdy wcześniej w niej nie jadłam, a moje odczucia po zjedzeniu są troszkę mieszane. Nie było źle (bo na Thassos trzeba się naprawdę dobrze naszukać, żeby znaleźć gdzieś nieudane jedzenie), ale bywało lepiej!;) Pełny opis TUTAJ.

Pasticcio (przepis znajdziemy TUTAJ) mojego towarzysza było zdecydowanie lepsze, niż  mój gyros…


Przy następnym przyjeździe do Limenas udało mi się odwiedzić dobrego znajomego w jednej z ulubionych tasyjskich restauracji  Simi (Σύμη) (opis znajdziemy TUTAJ) – tam można iść jak w dym. Wszystko zawsze jest doskonałe, świeże i najwyższej jakości!


Jeden z tych smaków, który nierozerwalnie kojarzy mi się z Thassos, czyli smażona feta w panierce z sezamem, polana tasyjskim miodem (przepis na nią znajdziemy TUTAJ) – w Simi jest najlepsza na całej wyspie (kosztuje 4,50 €) ❤

Kolejnym miejscem, które odwiedziłam przy trzeciej wizycie w stolicy był cudowny snack bar Pano’s Place, który od mojej ostatniej wizyty się wizualnie niezwykle zmienił – odnowiony wygląda bardzo zachęcająco, a do tego ciągle serwuje najsmaczniejsze souvlaki (przepis znajdziemy TUTAJ)  i gyrosa w picie, jakie sobie tylko można wyobrazić! Pełny opis miejsca TUTAJ.


Tym razem się niestety nie złożyło, ale jeśli mamy ochotę na dobrego gyrosa na talerzu w tawernie (co mnie się niestety do końca nie udało w Thassilian Doukas), polecam Zorba’s (Ζορμπας), o którym można poczytać TUTAJ.

 ♠ SKALA PANAGIA (ΣΚΆΛΑ ΠΑΝΑΓΊΑ)

W Skala Panagii naprawdę warto odwiedzić tawernę Pefka (Ταβέρνα Πευκα) – jej opis znajdziemy TUTAJ.

  ♠ SKALA POTAMIA (ΣΚΆΛΑ ΠΟΤΆΜΙΑ)

Do Skala Potamii mam ogromny sentyment, bo najczęściej mieszkałam właśnie tam. Pierwszą tawerną, którą opiszę będzie moja absolutnie najukochańsza, czyli Krambousa (Ταβέρνα Κραμπούσα) (szczegółowa recenzja TUTAJ)!

Poniższe zdjęcie przedstawia kilka znakomitych przystawek, które zdecydowanie warto wziąć. Pierwszą jest klasyk, czyli sałatka grecka (przepis TUTAJ) za niecałe 5 €, drugą cudowny smażony ser kefalotiri (rodzaj parmezanu) za 4 €, trzecią doskonałe mielone kotleciki z mięsa ośmiornicy z ziołami (gorąco polecam!) za      7 € i czwartą keftedakia, czyli pulpeciki w sosie pomidorowo-ziołowym za   niecałe 4 €.

od lewej: sałatka grecka (χωριοτική), smażony parmezan (κεφαλοτύρι σαγανάκι), mielone kotleciki z ośmiornicy z ziołami (κιμά χταποδοκεφτέδες με βότανα) i pulpeciki w sosie pomidorowo-ziołowym (κεφτεδάκια)

 
Za pierwszą wizytą w Krambousie podczas tegorocznego pobytu na wyspie zamówiłam absolutnie wspaniałego, stuprocentowo tasyjskiego świeżego kalmara faszerowanego fetą z pomidorem i ziołami (γεμιστό καλαμάρι). Kosztował 12 € (oczywiście wraz z dodatkami i wodą), ale zdecydowanie był wart swojej ceny!;)

Przy drugim lunchu z przyjaciółmi z wyspy, na który wybrałam oczywiście Krambousę, zafundowałam sobie ucztę, za którą zawsze bardzo mi tęskno w Polsce,

czyli jedzone nad samym morzem świeże mule (μουλάρι) za 10,50 €.


Ostatni raz w tej wspaniałej tawernie spędziłam przy swoich


ulubionych świeżych tasyjskich kalmarach, tym razem smażonych (τηγανητό καλαμάρι).


Jak widać jedzenie w Krambousie w tym sezonie upłynęło mi pod znakiem owoców morza… jak zresztą prawie zawsze!;)

Kolejnym miejscem w Skala Potamii, o którym nie mogę nie wspomnieć jest znakomita Piekarnia Tradycyjna (Παραδοσιακά Αρτοποιήματα) – położona przy głównej drodze, zaraz obok jedynego bankomatu.


Moim stałym w niej zakupem jest pie z szynką i serem (przepis znajdziemy TUTAJ) – wielki i pyszny za niecałe 2 €!


Pozostałych znakomitych tawern Skala Potamii nie udało mi się tym razem odwiedzić, ale gorąco je polecam i zachęcam do przeczytania recenzji:

Athos Pizza Restaurant (Άθως) – opis TUTAJ

Green Sea – opis TUTAJ

Σουβλάκι – opis TUTAJ

Tawerna Gatos (Ταβέρνα Γάτος) – opis TUTAJ

♠ POTAMIA (ΠΟΤΆΜΙΑ)

W tej niewielkiej miejscowości jedyną większą tawerną jest Platanos (Πλάτανος), w którym może nie polecałabym wszystkiego, ale jedna rzecz zasługuje na uwagę – zachęcam do przeczytania recenzji, którą znajdziemy TUTAJ.

♠ PANAGIA (ΠΑΝΑΓΊΑ)

W Panagii znajdziemy niemało tawern i kawiarenek, jednak na szczególną uwagę zasługuje tu znakomita cukiernia:


a w niej zwłaszcza doskonałe, ociekające tasyjskim miodem pączki (Λουκουμάδες), których tym razem niestety nie udało mi się dostać, ale w ścisłym sezonie zawsze są. Dostałam za to inne słodkie cuda! 😉


♠ THEOLOGOS (ΘΕΟΛΌΓΟΣ)

Tym razem mój pobyt okazał się zbyt krótki, żeby odwiedzić wszystkie „stare kąty”, a tym bardziej wszędzie zjeść. Niech więc za moją kulinarną relację z Theologos (byłej stolicy Thassos) posłuży recenzja (TUTAJ) najlepszej w moim odczuciu tamtejszej tawerny – Stelios (Ταβέρνα ο Στέλιος).

Zachęcam do zapoznania się z moim filmikiem (wszystkie zdjęcia – oprócz tego, na którym jestem 😉 – są mojego autorstwa) promującym Thassos i przewodnik po nim 😉

  • REASUMUJĄC:

♦ wszystkie znane mi przepisy kuchni greckiej znajdziemy TUTAJ

♦ szczegółowe recenzje tasyjskich tawern, które polecam znajdziemy TUTAJ

♦ dokładny, wyczerpujący opis wyspy znajdziemy TUTAJ

  • KULINARNY SŁOWNICZEK POLSKO-GRECKI

Poniższy słowniczek będzie na miarę mojego władania greką, czyli raczej bardzo skromny. Wierzę jednak, że samodzielne, najprostsze nawet, zamówienie kawy może przynieść sporo radości (zarówno nam, jak i tubylcom). Przy okazji warto też zaznaczyć, że w absolutnie wszystkich przybrzeżnych miejscowościach Thassos z porozumiewaniem się w języku angielskim nie ma najmniejszego problemu. Jednak wystarczy się już zapuścić odrobinę wgłąb wyspy, żeby – nawet w turystycznej Panagii (Παναγία) – trafić do kawiarenki, w której nie mówi się w języku innym, niż grecki. Dobrze więc znać choć kilka ważnych słówek 😉

_______________________

dziękuję – ευχαριστώ [efcharisto]

poproszę – παρακαλώ [parakalo]

_______________________

kawa*καφές [kafes]

kawa frappeφραπέ [frape]

z mlekiem – με γάλα [me gala]

słodka – γλυκό [gliko]

średnio słodka – μέτριο [metrio]

czysta – σκέτο [sketo]
(bez cukru i bez mleka)

*Zarówno kawę, jak i frappe, czyli mrożoną kawę rozpuszczalną, dostaniemy już posłodzone, a zawsze przed podaniem padnie pytanie, w jakim stopniu słodkości ją sobie życzymy.

_______________________

chleb*ψωμί [psomi]

jagnięcina**αρνί [arni]

owca – πρόβατο [provato]

kozina**κατσικίσιος [katsikisios]

koza – κατσίκα [katsika]

oliwa z oliwek – ελαιόλαδο [eleolodo]

oliwki – ελιές [eles]

piwo – μπύρα [bira]

porcja – μερίδα [merida]

rachunek – λογαριασμός [logariasmos]

ryba – ψάρι [psari]

szklanka – ποτήρι [potiri]

talerz – πλάκα [plaka]

wegetariańskie – χορτοφαγικός [chortofagikos]

wino – κρασί [krasi]

woda – νερό [nero]

*Niezrozumiałą pozycją w rachunku będzie najprawdopodobniej chleb – jest dodawany do większości dań (jego koszt to maksymalnie 1,5 €) i czy go zjemy, czy nie, w większości tawern i tak będziemy musieli za niego zapłacić, więc można tę opłatę potraktować jako napiwek. Woda z kranu w karafkach jest za to darmowa.

**Podaję tu nazwę i mięsa i zwierzęcia, bo w większości lokali słowem „lamb” (a czasem nawet „lamp”) określa się zarówno jagnięcinę, jak i kozinę („jagnięcina” bywa też przetłumaczona jako „goat”). Dlatego, jak znajdziemy się np. w znakomitej tawernie Stelios w Theologos, gdzie serwują najlepszą kozinę na wyspie, dobrze się wcześniej upewnić co tak naprawdę jemy. Użycie greckich słów pewność zdecydowanie zwiększy.

________________________

Bardzo smaczne! – Πολύ νόστιμο [poli nostimo]

Na zdrowie! – Υγειά μας [ja mas] lub  Γειά μας [ja sas]

Smacznego! – Καλή όρεξη [kali orexi]

________________________

 Jednopalnikowa w tasyjskiej Krainie Jednopalników 😉