Pulpety myśliwskie w sosie śmietanowo-chrzanowym z purée z pietruszki i topinamburu podane ze śliwką w occie

Jak co roku, 1 listopada robię obiad dla najbliższych, z którymi spędzam te piękne święta. Zupa dyniowa jest już nową świecką tradycją, ale przygotowanie drugiego dania zawsze pozostawia duże pole dla wyobraźni. Za cel stawiam sobie to, by dobrze komponowało się z zupą, a także w jakiś sposób nawiązywało do jesieni oraz kuchni polskiej. W tym roku chodziły za mną pulpety, ale chciałam, by w przeciwieństwie do tych tradycyjnych były wyraziste i aromatyczne, pięknie współgrające z delikatnym sosem chrzanowym. Zapraszam więc serdecznie na swoje autorskie pulpety myśliwskie w sosie śmietanowo-chrzanowym z delikatnym i eleganckim purée z pietruszki i topinamburu podane ze śliwką w occie! To danie idealnie sprawdzi się na wielu proszonych przyjęciach!;)

SKŁADNIKI:

Pulpety myśliwskie:

– 500 g mielonego mięsa wołowego

– 1 kawałek surowej białej kiełbasy

– 300 g boczku wędzonego

– 30 g suszonego borowika szlachetnego

– 50 g jęczmiennej kaszy perłowej (= ½ torebki)

– 5 cebul szalotek

– 1 cebula biała

– 4 owoce jałowca

– 3 liście laurowe

– 2 ziela angielskie

– 3 ząbki czosnku

– 2 surowe jajka

– 1 kostka rosołowa bulion na wędzonce

– 2 – 3 kostki rosołowe bulionu grzybowego

– olej rzepakowy do smażenia

Sos śmietanowo-chrzanowy:

– ¼ masła

– mąka

– odcedzony wywar, w którym gotowały się pulpety

– mały słoiczek chrzanu śmietankowego

– kilka łyżek śmietany

– kilka kropli soku z cytryny

Purée z pietruszki i topinamburu:

– 500 g topinamburu

– 3 duże korzenie pietruszki

– szczypta soli

– masło

– śmietana

– świeży koperek

PRZYGOTOWANIE:

Pulpety myśliwskie:

Suszone grzyby zalać zimną wodą i odstawić na minimum pół godziny. Ugotować kaszę z niewielką ilością soli (najlepiej himalajskiej), odcedzić i odstawić do wystygnięcia. Wędzony boczek pokroić w drobną kostkę i podsmażyć na rozgrzanej patelni. Potem na kilku kroplach oleju rzepakowego podsmażyć białą kiełbasę (rozciąć wcześniej jelito, w którym się znajduje i podsmażać jedynie jego zawartość) oraz zeszklić posiekane w kostkę cebule szalotki wraz z cebulą białą. Połączyć podsmażony boczek, kiełbasę białą i cebule i zamieszać. Mniej więcej ⅔ z nich zmiksować na jednolitą masę, a potem znów połączyć i pomieszać z resztą. Odsączyć namoczone wcześniej grzyby, drobno posiekać i również podsmażyć, ale bardzo krótko – maksymalnie 2 minuty. Wyłożyć umyte surowe mielone mięso do dużej miski, dodać ugotowaną kaszę, smażony boczek, kiełbasę i cebule (zmiksowaną i niezmiksowaną część razem), podsmażone suszone grzyby  i dwa surowe jajka i wszystko to porządnie wymieszać, najlepiej umytymi gołymi rękami. Formować w dłoniach niewielkie pulpety.
W dużym garnku zagotować wodę z owocami jałowca, liśćmi laurowymi, zielem angielskim, czosnkiem i kostkami rosołowymi. Uformowane surowe pulpety wrzucić do gotującego się wywaru i gotować ok. 10 minut. Po ugotowaniu pulpetów nie wylewać wywaru – przyda się do sosu! 😉

Sos śmietanowo-chrzanowy:

W małym rondelku rozpuścić masło. Stopniowo dodawać mąkę (na oko), cały czas mieszając. Kiedy zrobią się grudki, dodać chochlę odcedzonego wywaru z pulpetów i mieszać. Kiedy zasmażka nabierze objętości i konsystencji sosu, dodać rozrobiony ze śmietaną chrzan. Proporcje zależą od nas. Na końcu można dodać kilka kropli soku z cytryny. Jeśli chcemy, możemy dodać też niewielką szczyptę cukru.

Purée z pietruszki i topinamburu:

Korzenie pietruszki umyć, obrać i pokroić w kostkę, a potem gotować w lekko osolonej wodzie ok. 40 minut. Topinambur bardzo uważnie wyszorować i bez obierania pokroić w kostkę. Gotować w lekko osolonej wodzie ok. 20 minut. Oba warzywa odcedzić, a potem utłuc tłuczkiem na jednolitą masę, dodając do niej odrobinę masła i śmietany. Ozdobić odrobiną koperku.

_____________________________________________

Danie serwować ze śliwką w occie. Nawet, jeśli nie robiliśmy jej samodzielnie, dobra śliwka w occie idealnie wkomponuje się w całość 😉

Reklamy

Jednopalnikowa sałatka caprese

Sałatka caprese jest jedną z najprostszych do przygotowania, a równocześnie niezwykle smacznych i efektownych. Tradycyjne caprese składa się z pomidorów, mozzarelli i bazylii. Mój jednopalnikowy wariant caprese to jeden ze sposobów podania domowego twarogu (na którego przepis znajdziemy TUTAJ): w towarzystwie pomidorów i rukoli. Smaki doskonale się przeplatają, ponieważ ten domowy biały ser nie ma w sobie kwaskowatego posmaku i jest bardzo delikatny, nawet lekko słodkawy, co idealnie współgra z soczystym pomidorem i bardzo wyraźną rukolą. Polecam serdecznie!;)

SKŁADNIKI:

– pół twarogu domowej roboty (przepis TUTAJ)

– pomidor

– świeża rukola

oliwa z oliwek

– szczypta soli himalajskiej

– szczypta czarnego mielonego pieprzu

PRZYGOTOWANIE:

Pokroić umyty pomidor i twaróg w plastry. Jeśli ser wyjdzie nam bardziej płynny – w coś w miarę przypominającego plastry 😉 Ułożyć na półmisku plastry twarogu, przeplatając plastrami pomidora. Ozdobić półmisek rukolą, posypać wszystko szczyptą soli i pieprzu, a na końcu skropić oliwą z oliwek!;)

Klopsiki bakłażanowe z pistacjami i mozzarellą

Jestem ogromną miłośniczką bakłażana. Mimo że nie ma bardzo wyrazistego smaku, urzeka mnie swoją konsystencją, delikatnością i pewnym rodzajem szlachetności. Pieczony (lub smażony) bakłażan z pomidorami, czosnkiem, oliwkami, świeżym oregano, bazylią i parmezanem to kompozycja, którą mogłabym jeść niemal bez przerwy (czasami bez czosnku). Postanowiłam jednak odrobinę poeksperymentować z tym warzywem. Wyszło mi dosyć intrygujące danie: aromatyczne klopsiki bakłażanowe z kukurydzą, oliwkami, dużą ilością ziaren (także prażonych), pistacjami i kuleczką mozzarelli w samym środku; danie z lekko wyczuwalną słodką nutą, delikatne, ale równocześnie wyraźne. Myślę, że sprawdzi się idealnie zarówno jako danie główne z purée ziemniaczanym, jak i na przyjęcia w roli przekąski lub przystawki. Polecam podawanie klopsików bakłażanowych z tzatzikami lub dipem ogórkowo-koperkowym i np. dipem pomidorowym lub serowym! 😉

SKŁADNIKI:

– średniej wielkości bakłażan

– mała puszka kukurydzy złocistej (masa netto ok. 170 g)

– mały słoik zielonych oliwek drylowanych (masa netto ok. 230 g)

– 60 g pistacji prażonych solonych

– 90 g słonecznika łuskanego

miks z ziarnami prażonymi Chrupiąca Sałatka (słonecznik, dynia, pinia)

– 2 czerwone cebule

– spory pęczek świeżego koperku

– 100 g mini mozzarelli

– 3 plastry sera cheddar

– ziele angielskie

– liść laurowy

– 2 ząbki czosnku

– sól himalajska

– pieprz

gotowa grecka mieszanka przypraw do fety lub oregano, natka pietruszki, czarny pieprz, sól

gotowa grecka mieszanka przypraw do spaghetti lub gałka muszkatołowa, oregano, bazylia, czarny pieprz, cynamon, szafran, papryka

– mąka

– 2 surowe jajka

– bułka tarta

– olej ryżowy (lub rzepakowy)

PRZYGOTOWANIE:

Bakłażana umyć, przekroić wzdłuż, nasmarować olejem i piec ok. 30 minut. Odcedzić kukurydzę i oliwki, a potem zmiksować je na jednolitą masę z obranymi pistacjami, ziarnami słonecznika i miksem prażonych ziaren. Cebule drobniutko posiekać, zeszklić na patelni, dosypując do nich trochę soli. Przełożyć do rondelka, odsączając z tłuszczu, razem z drobno posiekanym umytym koperkiem. Zalać niewielką ilością wrzątku, dodać ziele angielskie i liść laurowy i dusić ok. 10 minut. Odcedzić i dodać cebule z koperkiem do zmiksowanej wcześniej masy. Wymieszać. Zmiksować upieczonego, miękkiego bakłażana i połączyć z resztą masy. Wszystko dobrze wymieszać, dodać drobno posiekane plastry sera cheddar, wyciśnięty czosnek, odrobinę bułki tartej, szczyptę przyprawy do spaghetti i do fety, a także sól i pieprz do smaku.
Mini mozzarelle przekroić wzdłuż na pół. Uformować rękami z masy placuszek, w którego środku zmieści się połówka mini mozzarelli, a następnie formować klopsika (tak, by ser był otoczony masą z każdej strony). Uformowane klopsiki obtoczyć w mące, potem rozbełtanym jajku, a na końcu bułce tartej.
Dobrze rozgrzać na patelni olej, a następnie smażyć klopsiki z obydwu stron (łącznie ok. 7 minut), aż się ładnie zarumienią.
Podawać z tzatzikami lub dipem ogórkowo-koperkowym!;)

Rozmowa z Dimitrisem Koutlisem – właścicielem i szefem kuchni tawerny Krambousa

ENGLISH VERSION

Dimitris Koutlis jest właścicielem mojej ulubionej tawerny w Skala Potamii (na greckiej wyspie Thassos) – Krambousy. Jej nazwa pochodzi od maleńkiej wysepki, którą można dostrzec z ogródka restauracji.
Pewnego pięknego, słonecznego dnia miałam ogromny zaszczyt i przyjemność spędzić trochę czasu z tym niezwykle zapracowanym szefem kuchni i zadać mu kilka pytań dotyczących jego pracy. Byłam najbardziej ciekawa tego, w jaki sposób myśli o jedzeniu. Zobaczcie, co z tej rozmowy wyniknęło!

Jednopalnikowa: Podobno trzy tajemnice kuchni francuskiej to: masło, masło i… masło. Gdybyś miał opisać całą kuchnię grecką tylko w kilku słowach, jakie byś wybrał? Czuj się swobodnie – to mogą być zarówno składniki, jak i dania główne, smaki czy nawet kolory.

Dimitris Koutlis: Oliwa z oliwek, świeże zioła z gór i pól, świeże ryby i bardzo dobrej jakości mięso. I wszystko z małych gospodarstw.

J.: Bardzo miły obraz… Moje następne pytanie dotyczy warzyw. Mam wrażenie, jedząc od wielu lat w różnych greckich tawernach, że Grecy serwują oczywiście całkowicie surowe warzywa w sałatkach, ale jak już gotują warzywa, niemal zawsze je wręcz rozgotowują. W przeciwieństwie do innych kuchni świata próżno szukać w Grecji warzyw przyrządzonych al dente. Czy macie jakieś wierzenia lub przekonania związane z czasem gotowania warzyw? A może po prostu nie jadacie warzyw al dente?

D.K.: Oczywiście, że jadamy, ale zgadzam się z tobą. Myślę, że w większości restauracji i tawern w Grecji warzywa są rozgotowane. My staramy się je podawać al dente, ale to nie zawsze jest możliwe, bo nie przywykliśmy do tego. Ale masz rację – rozgotowujemy warzywa.

J.: Ale czy istnieje jakiś konkretny powód tego stanu rzeczy?

D.K.: Nie. Grecy nie są przyzwyczajeni do al dente. To dotyczy nawet spaghetti. Dopiero ostatnie 10-15 lat jemy spaghetti tak, jak się powinno. Na przykład pamiętam, że jak moja babcia czy mama robiły spaghetti, ono zawsze było rozgotowane.

J.: Mαλακά, νaí; [Na miękko, tak?]*

D.K.: Tak, dokładnie.

J.: Jadłeś kiedykolwiek greckie jedzenie przygotowywane poza Grecją? 

D.K.: Tak, oczywiście. 

J.: Zgadzasz się ze mną, że to zupełnie inny smak? 

D.K.: Tak. Mieszkałem w wielu europejskich krajach, dużo podróżowałem po Europie, a nawet pracowałem w greckich restauracjach w Niemczech i Holandii. Mam bardzo złe wrażenia. To nie jest prawdziwe greckie jedzenie. Większość z tych restauracji to raczej grill bary niż prawdziwe greckie restauracje. Oprócz tego jest jeszcze jedna rzecz, choć być może jakoś naturalna… Mianowicie jeśli pójdziesz na przykład do greckiej restauracji w Holandii, spotkasz się ze smakiem, który ma odpowiadać holenderskim gustom. W Niemczech dostaniesz na talerzu to, co Niemcy myślą o greckiej kuchni. Oczywiście niektóre greckie restauracje w Europie są naprawdę znakomite, ale niestety większość ma niewiele wspólnego z prawdziwą grecką kuchnią. Nie serwują prawdziwego, tradycyjnego greckiego jedzenia. Mają mnóstwo dań w karcie, każde z nich ma inną nazwę, ale 99% menu to po prostu grillowane mięso. W różnych kombinacjach. [śmiech]

J.: Właściwie odpowiedziałeś już na moje następne pytanie, które brzmiało: „jaka jest twoja opinia na ten temat”?

D.M.: To bardzo, bardzo komercyjne podejście. Te miejsca nie reprezentują prawdziwego smaku Grecji.

J.: Ale myślisz, że to w ogóle możliwe, żeby uzyskać ten smak tak daleko od Grecji?

D.K.: Tak, oczywiście! To jest możliwe. Myślę, że te europejskie restauracje, które to zrozumiały, robią świetny biznes, a przy tym są ambasadorami greckiego jedzenia poza granicami Grecji.

J.: Kiedy po raz pierwszy w życiu zjadłam χοριατική (sałatkę grecką) w Grecji – w twojej restauracji Krambousie zresztą – byłam kompletnie zaskoczona, ponieważ w absolutnie niczym nie przypominała tego, co serwuje się u nas w Polsce pod nazwą „sałatka grecka”. Wasza nie potrzebowała soli ani dodatkowych przypraw – miała niesamowity smak. Nasze pomidory niestety nie mają tak wyjątkowego smaku, jak wasze. Miałam wrażenie, że sałatka grecka w Grecji i Polsce to dwie diametralnie inne potrawy!

D.K.: Dlatego powiedziałem ci na początku tej rozmowy, że doskonała jakość składników robi różnicę. Nie potrzebujesz używać mnóstwa sosów, masła czy czegokolwiek. Proste, świetne jakościowo składniki i to wszystko.

J.: Czy masz jakąś ulubioną kuchnię świata, oczywiście oprócz greckiej? 

D.K.: Tak. Uwielbiam makarony, więc kocham włoską kuchnię. Również hiszpańską i większość śródziemnomorskich. Istnieją też doskonałe potrawy w krajach północnych – przepyszne mięsa. Ale jeśli pytasz mnie o moją ulubioną kuchnię świata, oczywiście na pierwszym miejscu będzie kuchnia grecka, a na drugim – włoska.

J.: Jaka więc będzie twoja ulubiona grecka potrawa, gdybyś musiał wybrać tylko jedną?

D.K.: Bardzo mi trudno odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ uwielbiam mnóstwo rzeczy. Wszystko zależy od mojego nastroju, pogody, od wielu czynników…

J.: Dobra, trzy…?

D.K.: Ryby, ryby i… ryby. [śmiech] Lubię wszystkie rodzaje ryb. W szczególności uwielbiam ryby z pieca przyrządzane według tradycyjnych receptur.

J.: Czy istnieją jakieś „grzechy główne” kucharzy, których nie wybaczasz, będąc gościem (a jednocześnie kucharzem) w innych restauracjach? Mam na myśli to, czy są jakieś szczególne zachowania/podejście kucharzy, które sprawiają, że jako gość chcesz wyjść i już nigdy do takiej restauracji nie wrócić?

D.K.: Tak, oczywiście! Przede wszystkim, kiedy kucharze kłamią, możesz wyczuć kłamstwo na talerzu. Przeważnie wtedy, kiedy nie podają ci świeżego jedzenia, ale też kiedy nie przywiązują wagi do ułożenia jedzenia na talerzu. Mocno wierzę w to, że choć jemy ustami, a potem trawimy żołądkiem, to niezwykle istotne jest pierwsze wrażenie: wygląd i zapach. Niesłychanie istotny jest zapach. Jeśli coś nie pachnie dobrze, nie musisz tego jeść.

J.: Czy masz jakąś ulubioną grecką potrawę do przygotowywania?

D.K. Co lubię przygotowywać? To doskonałe pytanie. Prawie wszystko! [śmiech]

J.: Szczęściarze z nas!

D.K.: Bardzo lubię przygotowywać na przykład sałatki. Naprawdę lubię to robić.

J.: Lubisz kroić?

D.K.: Lubię kroić nie tylko warzywa, ale zwłaszcza kiedy się kroi warzywa, trzeba je traktować jak kobietę – delikatnie, z miłością. Jeśli je za mocno poszarpiesz, zniszczysz smak, wypłyną soki.

J.: Hmm… Masz jakąś znienawidzoną grecką potrawę do przygotowywania? Coś, co nawet lubisz jeść, ale nie znosisz tego przygotowywać?

D.K.: Tak. Naprawdę nie znoszę przygotowywać gyrosa. Dlatego też nie sprzedaję go w swojej restauracji. Wierzę, że gyros to uliczne jedzenie. Wracając do pytania, które zadałaś mi wcześniej, greckie restauracje w innych europejskich krajach zmieniły znaczenie gyrosa. Teraz gyros jest podawany wszędzie, w każdej restauracji, ale w Grecji, jeśli przejdziesz się jakąkolwiek ulicą, zauważysz specjalne miejsca, snack bary, w których serwowany jest gyros. W restauracjach nie jada się gyrosa. Jada się coś innego. Mimo że uwielbiam gyros, nie przygotowuję go tutaj. Prawie nigdy. Kolejną potrawą, którą naprawdę lubię jeść, ale której nie znoszę przygotowywać, jest jedno z najsłynniejszych greckich dań – moussaka. Kocham ją, ale nie mogę jej robić. Robię ją, ale nie jest to moje ulubione zajęcie. [śmiech]

J.: Mogę zapytać dlaczego, czy to tajemnica? 

D.K.: O, naprawdę tego nie wiem. Tak to czuję. Nie mam pojęcia dlaczego.

J.: Czy jest twoim zdaniem coś charakterystycznego w greckim sposobie myślenia o gotowaniu? Coś, co wyróżnia greckich szefów kuchni od kucharzy innych narodowości?

D.K.: Mówię jako Grek, więc mogę przedstawić jedynie swój punkt widzenia. Jeszcze raz wspomnę o niewiarygodnie cudownym składniku naszej kuchni – oliwie z oliwek. Jest delikatny, zdrowy i daje potrawom mnóstwo smaku. To jest charakterystyczna rzecz dla naszej kuchni i dla naszego sposobu myślenia o gotowaniu. Kolejną jest to, czego się nauczyłem od swojej babci: gotowanie wymaga przede wszystkim czasu. Musisz się za to zabierać delikatnie i powoli. Nie możesz dobrze gotować, jeśli jesteś w pośpiechu. Musisz poświęcić temu czas. To jest taka cecha charakterystyczna, choć myślę, że tak powinno być wszędzie, bez względu na to, skąd pochodzi kucharz.

J.: Ale czy to nie jest odrobinę skomplikowane w tak świetnej i popularnej restauracji jak twoja, gdzie jest mnóstwo gości i – jak podejrzewam – w kuchni bywa nieraz naprawdę nerwowo?

D.K.: Tak, oczywiście bywa, ale trzeba być na to przygotowanym, mieć dobrą organizację, dobry zespół. To niezwykle ważne, ponieważ w kuchni – zwłaszcza w kuchni restauracyjnej – bardzo ważni są wszyscy pracownicy i to, jak dobrze potrafią współpracować jako zespół, bo to jest praca zespołowa.

J.: Chemia między ludźmi w kuchni?

D.K.: Tak.

J.: Dotarliśmy do ostatniego pytania. Co daje ci największą przyjemność i satysfakcję w tej pracy, kiedy przygotowujesz jedzenie dla swoich gości?

D.K.: To uśmiech na ich twarzach. Kiedy czuję, że im pomogłem spędzić miło czas w swojej restauracji. Kiedy są szczęśliwi. To bardzo dla mnie ważne, żeby uszczęśliwiać ludzi. I to zarówno jedzeniem, jak i obsługą. Wierzę, że jeśli masz doskonały, świetnie gotujący zespół w kuchni, ale fatalną obsługę, to nie jest to. Kiedy obsługa jest na najwyższym poziomie, ale jedzenie jest słabe, to też nie jest dobrze. Cały pakiet to doskonałe jedzenie i doskonała obsługa opiekująca się gośćmi. To jest właśnie sedno.

J.: Dziękuję bardzo! Ευχαριστώ πάρα πολύ!

D.K.: To ja bardzo dziękuję.

Po wywiadzie Dimitris obiecał mi „pokazać ogródek Krambousy”. Byłam przekonana, że idziemy za restaurację, więc kilka minut później, kiedy jechaliśmy samochodem w kierunku gór, zaczęłam nabierać podejrzeń, że za moment zobaczę coś naprawdę pięknego i chwytającego za serce. Nie myliłam się. „Ogródek” okazał się być najpiękniej na świecie położoną plantacją najszczęśliwszych pod słońcem warzyw, owoców i ziół hodowanych specjalnie dla tej tawerny! Widziałam szczęśliwe bakłażany, cukinie, drzewa oliwne. Dostałam (sama nie śmiałabym nic tam zerwać) do spróbowania świeży czosnek, niesłychanie aromatyczne liście kopru włoskiego (nie obyło się bez drobnych problemów komunikacyjnych, więc warto wspomnieć, że koper włoski to po grecku μάραθο) i liść świeżej mięty.
A po powrocie do Krambousy czekała mnie jeszcze jedna niespodzianka – lunch z jej właścicielem. Nigdy nie czułam sie chyba równie zaszczycona i zestresowana zarazem. No a później… tak najedzona 😉
Ten dzień uświadomił mi, że za sukcesem mojej ulubionej tasyjskiej tawerny stoi przede wszystkim ogromna pasja, zaangażowanie, duża mądrość i wielkie serce do gotowania, ale także karmienia. I było to wyłącznie potwierdzenie wrażenia, które miałam od pierwszego zjedzenia w Krambousie 🙂

____________________________

*jedno z moich pierwszych odkryć na greckich opakowaniach makaronów: μαλακά oznacza „na miękko” i niepokojąco przypomina słowo μαλάκα, które jest obraźliwe. 

cudowny ogródek Krambousy

tylko mały wycinek naszego ogromnego pysznego lunchu

Paszteciki warzywno-mięsne w cieście francuskim

Proste w przygotowaniu, zdrowe, a przede wszystkim przepyszne – oto mój nowy kulinarny pomysł, czyli paszteciki warzywno-mięsne w cieście francuskim. Nadadzą się idealnie zarówno na przekąskę w ciągu dnia, podwieczorek czy drugie śniadanie, jak i na przystawkę proszonego obiadu czy w roli głównej każdego przyjęcia stojącego.
Jeśli skończy nam się ciasto francuskie, świetnym zastosowaniem farszu jest podanie go z makaronem (polecam pełnoziarnisty z pszenicy durum) – to znakomita, troszkę zdrowsza, alternatywa dla tradycyjnego spaghetti bolognese!;)

SKŁADNIKI:

– 35 dag mielonej surowej szynki wieprzowej

– czerwona cebula

– pół pora

– 3 ząbki czosnku

– puszka krojonych pomidorów z ziołami

– 3 łyżeczki koncentratu pomidorowego

– 100 g tartego parmezanu lub sera Grana Padano

– mrożonka „Mieszanka włoska” Hortexu

– suszone oregano

– zioła prowansalskie

– sól himalajska

– pieprz ziołowy

gęsi smalec

– opakowanie ciasta francuskiego

PRZYGOTOWANIE:

Na rozgrzanym na patelni smalcu zeszklić drobno posiekaną cebulę, pora i mięso mielone. Kiedy mięso się zetnie, wycisnąć czosnek, dodać puszkę pomidorów, koncentrat pomidorowy, szczyptę soli, pieprzu i tarty ser. Wymieszać i dusić na wolnym ogniu jeszcze ok. 5 minut. Mrożoną „Mieszankę włoską” gotować na parze ok. 10 minut. Na końcu posypać szczyptą soli do smaku i zmiksować na jednolitą masę wraz z czterema drewnianymi łyżkami sosu pomidorowo-mięsnego. Całość dobrze wymieszać z resztą sosu, w razie potrzeby dosolić do smaku.
Rozpakować ciasto francuskie. Wyciąć z niego małe prostokąty. Kłaść farsz na środku, a potem przykryć resztą ciasta i zagnieść z każdej strony. Piec w piekarniku lub garnku do pieczenia ok. 20 minut!;)


Mój dzień z Hortex

Krem z pieczonych papryk i pomidorów z dodatkiem jesiennych warzyw

I na późnojesienną słotę i na wczesną białą zimę, doskonale się sprawdzą gorące, gęste zupy kremy o głębokich, oryginalnych smakach, z mnóstwem warzyw i przypraw. Dziś proponuję krem z pieczonych papryk i pomidorów z gotowanym brokułem i marchewką, doprawiony pieczonym czosnkiem, cebulą, ziołami i kozim serem. Zupa idealnie odnajdzie się też na proszonych kolacjach i eleganckich przyjęciach!;)

SKŁADNIKI:

– 4 duże słodkie papryki spiczaste

– 2 większe pomidory śliwkowe

– duża cebula czerwona

– duża cebula czosnkowa

– 2 ząbki czosnku w łupinie

– oregano

– sól morska

– pieprz ziołowy

– oliwa z oliwek

– pół brokuła

– duża marchew

– łyżka koncentratu pomidorowego

– 200 ml jogurtu greckiego

– łyżka serka koziego (polecam dobry i niedrogi NaTurek)

– 2 łyżki słodkiej papryki w proszku

– odrobina mleka

– 2 własne bulionetki (jeśli ich nie mamy, możemy się wesprzeć sprawdzonymi przyprawami do zup lub pominąć ten krok, jednak bardzo polecam przygotowanie takich bulionetek, przepis na nie znajdziemy TUTAJ)

PRZYGOTOWANIE:

Papryki umyć, przekroić i usunąć z nich gniazda. Pomidory umyć i z samego czubka wykroić z nich tylko twardą część. Cebule obrać i przekroić na połowy, czosnek w łupinach przekroić wzdłuż. Garnek do pieczenia lub naczynie żaroodporne wysmarować cienką wartswą oliwy z oliwek, ułożyć na niej papryki, pomidory, cebule i czosnek, posywać oregano, odrobiną soli morskiej i pieprzu i wszystko piec ok. 50 minut. Umytą, obraną i pokrojoną marchew gotować z umytym i pokrojonym brokułem w lekko osolonej wodzie ok. 20 minut. Gotowane warzywa odcedzić i połączyć z pieczonymi warzywami oraz sokiem, jaki puszczą. Wszystko razem zbendować w mikserze na jednolitą masę, stopniowo dodając do miksowania jeszcze koncentrat pomidorowy, jogurt grecki, ser kozi, paprykę w proszku, odrobinę mleka i domowe bulionetki. W razie potrzeby dodać sól, pieprz i odrobinę cukru. Można też dolać trochę wody. Wszystko razem zagotować!;)

Gruszki w białym winie polane ciepłym karmelem

Mój dzisiejszy wpis, to w dalszym ciągu reminiscencje obiadu, który przygotowałam z okazji 1.11 – tym razem będzie to jego zwieńczenie, czyli jesienny, elegancki deser, który zadowoli nawet najbardziej wymagające podniebienie, będąc jednocześnie niezwykle prostą do przygotowania potrawą. Nasączona głębokim korzenno-winnym aromatem gruszka połączona z ciepłym, domowym karmelem, doskonale się też nada do walki z jesienną chandrą!;)

SKŁADNIKI:

DOMOWY KARMEL:

– 120 g cukru

– 200 ml śmietanki 30%

– 0,5 łyżeczki soli morskiej

GRUSZKI W BIAŁYM WINIE:

– 4 soczyste i twarde gruszki (najlepiej konferencje)

– butelka dobrego białego wytrawnego wina

– 2 szklanki wody

– garść goździków

– szczypta cynamonu

– łyżka miodu

– 2 łyżki cukru pudru

PRZYGOTOWANIE:

DOMOWY KARMEL:

Na lekko rozgrzaną i suchą patelnię wsypać cukier. Nie mieszać, zmniejszyć ogień i poczekać aż się skarmelizuje (ok. 5 minut). Można od czasu do czasu potrząsać patelnią. Jak już będzie w całości brązowy, dodać odrobinę śmietanki, energicznie zamieszać do uzyskania jednolitej masy, a potem stopniowo i powoli dodawać resztę śmietanki oraz sól. Gotować ok. 2 – 3 minut, mieszając, by masa stała się jednolita i bez grudek. Zdjąć z gazu.

GRUSZKI W BIAŁYM WINIE:

Gruszki umyć i obrać, zostawiając ogonek. W garnku zagotować wino z wodą, goździkami, cynamonem, miodem i cukrem pudrem. Włożyć gruszki i gotować na wolnym ogniu ok. 40 minut (po 30. minucie sprawdzić widelcem twardość – nie mogą się rozgotować!). Na dno salaterki rozlać odrobinę powstałego na skutek gotowania korzenno-winnego kompotu, posadzić w nim gruszkę i polać ciepłym karmelem. Znakomite z kieliszkiem białego wina lub/i dobrą kawą z ekspresu, posłodzoną karmelem, np. ze szczyptą cynamonu!;)

Kaszanka z cebulką, czosnkiem, boczkiem, grzybami i rozmarynem, podana z musem z pieczonego jabłka

Jak co roku, 1.11 jest dla mnie ważnym i z przyjemnością celebrowanym świętem, połączonym z podejmowaniem członków swojej rodziny rozgrzewającym, jesiennym, domowym posiłkiem między jedną, a drugą turą odwiedzania grobów najbliższych. Stałym punktem menu jest zupa dyniowa (podawana w przeróżnych wariantach: w tym roku był krem z dyni z pomarańczą, wcześniej bardziej tradycyjny, choć równie dobry krem z dyni), a reszta jest dla wszystkich niespodzianką. Tym razem, mocno zainspirowana i niezmiennie oczarowana Restauracją Koneser, postanowiłam zrobić kaszankę. Prostą, chłopską, dość z natury ordynarną (nie ujmując jej walorów smakowych, oczywiście) kaszankę, ale podaną w sposób elegancki, a nawet wykwintny; kaszankę delikatną, chociaż wyraźną, przełamaną obłędnym musem z pieczonego jabłka i jesiennym aromatem świeżego rozmarynu. Cel został osiągnięty, a rodzina zachwycona i najedzona!;)

Więcej szczegółów dotyczących kompozycji całego obiadu – z której jestem osobiście bardzo dumna! – można znaleźć TUTAJ 😉

SKŁADNIKI:

– 6 średnich kaszanek

– 15 dag wędznego boczku parzonego (tani i dobry dostaniemy TUTAJ)

– 5 cebulek szalotek

– cebula czerwona

– 2 ząbki czosnku

– 4 „listki” świeżego rozmarynu

– 15 g suszonych grzybów (użyłam koźlarza babki, ale podgrzybki również się sprawdzą)

– sól himalajska

– pieprz

– olej rzepakowy (tani i dobry dostaniemy TUTAJ)

– dobre, soczyste, słodkie jabłko (polecam sampion, dostępny TUTAJ)

PRZYGOTOWANIE:

Suszone grzyby zalać zimną wodą i odstawić (na całą noc lub co najmniej godzinę). Jabłko obrać, stawić do piekarnika (lub garnka, który piecze) i piec ok. 50 minut. Upieczone jabłko pokroić, wyrzucić nasiona i twardsze części i zmiksować na jednolitą masę.
Boczek, szalotki i czerwoną cebulę i wymoczone grzyby posiekać jak najdrobniej, a potem podsmażyć – najpierw wrzucić na suchą patelnię biały plaster boczku, żeby puścił tłuszcz, potem posiekany boczek, grzyby, a po kilku minutach cebule. Kiedy cebule się zeszklą, a z boczku zrobią skwarki, wycisnąć czosnek, dodać odrobinę soli i drobniutko posiekany świeży rozmaryn.
Kaszankę, nie zdejmując z niej błony, pokroić w cienkie plastry i wrzucić na rozgrzany na patelni olej. Smażyć ok. 4 minut z obu stron na średnim ogniu. Potem połączyć  kaszankę z podsmażonymi grzybami, boczkiem, cebulką i czosnkiem z rozmarynem i solą i dodać odrobinę pieprz. Wymieszać, smażyć ok. minuty.
Dla dobrego efektu, przed podaniem kaszanki na talerz, włóżmy ją do bardzo niskiego słoiczka (idealne będą słoiczki na crème brûlée) i odciśnijmy na talerzu, przyozdabiając gałązką rozmarynu i podgrzanym przed podaniem musem z pieczonego jabłka!;)

Cukiniowe placuszki z brokułem, marchewką, burakiem, kiełkami cebuli i kozim serem

Choć gotowanie jest moją pasją od kiedy pamiętam, jednak – być może wstyd się przyznać, ale… – kiełki cebuli odkryłam dopiero niedawno na pewnej sklepowej półce. Niezwykle mnie to ucieszyło i oczywiście od razu trafiły do mojego koszyka. A w domu – do mojego nowego dania, nadając mu rzeczywiście niepowtarzalny smak świeżutkiej, aromatycznej zielonej cebulki!
Jeśli ktoś przepada za plackami ziemniaczanymi, ale chciałby wypróbować jakiś ich inny wariant, polecam swoje warzywne placuszki z kozim serem. Są eleganckie, delikatne, ale też bardzo aromatyczne, lekkie, zdrowe i idealnie nadadzą się na każdy proszony obiad, jako przystawka lub podwieczorek, a także jako danie główne!;)

SKŁADNIKI:

– 3 cukinie

– ¼ główki dużego brokuła

– średnia marchewka

– mały burak

– garść kiełków cebuli (dostaniemy je TUTAJ)

– 150 g (opakowanie) koziego sera (tani i dobry dostaniemy TUTAJ)

– szczypta curry

– szczypta suszonej papryki

– sól himalajska do smaku

– surowe jajko

– szklanka mąki pszennej graham z pełnego przemiału (tanią i dobrą dostaniemy TUTAJ i TUTAJ)

– olej rzepakowy

PRZYGOTOWANIE:

Umyte i nieobrane cukinie zetrzeć na tarce. Zetrzeć do nich także umytego brokuła oraz umytą i obraną marchewkę z burakiem. Odlać wodę. Dodać umyte kiełki cebuli, ser kozi, przyprawy do smaku, surowe jajko i mąkę. Wszystko dobrze wymieszać i jeszcze raz odcedzić z nadmiaru wody. Na patelni rozgrzać olej i ułożyć uformowane placki. Nie powinny być zbyt grube – można je rozklepać łyżką. Smażyć z obydwu stron, aż się zarumienią (ok. 12 – 15 minut). Podawać z kleksem śmietany lub sera koziego i kiełkami cebuli!;)

Jednopalnikowe kurosakiewki podane z guacamole i kolbą kukurydzy

Mój dzisiejszy autorski pomysł, to wariacja na temat kury, kurek i curry zawiniętych w sakiewki z ciasta francuskiego – stąd nazwa kurosakiewki. Danie jest lekkie, zdrowe i naprawdę przepyszne. Podbije serce niejednego smakosza, a i umiarkowani zwolennicy kaszy jaglanej, cukinii i szpinaku (które też się w farszu znajdą, choć na drugim planie) będą mieli z niego dużą przyjemność!;)

SKŁADNIKI:

KUROSAKIEWKI:

– podwójna pierś kurczaka

– 200 g świeżych kurek (tanie i dobre dostaniemy TUTAJ)

– 100 g świeżego szpinaku baby (tani i dobry dostaniemy TUTAJ)

– pół cukinii

– czerwona cebula

– 50 g kaszy jaglanej (połowa woreczka)

– 4 ząbki czosnku

– dużo przyprawy curry

– sól himalajska do smaku

– olej rzepakowy do smażenia

– opakowanie ciasta francuskiego (tanie i dobre dostaniemy TUTAJ)

+ świeża kolba kukurydzy

GUACAMOLE:

– 2 dojrzałe awokado

– ząbek czosnku

– pół czerwonej cebuli

– sok z połowy limonki (ewentualnie z ćwierci cytryny)

– soł himalajska do smaku

PRZYGOTOWANIE:

GUACAMOLE:

Czerwoną cebulę pokroić w drobniusieńką kosteczkę i zalać wrzątkiem. Odstawić na minutę. Umyć awokado, przekroić na pół, wyjąć pestkę (ale jej nie wyrzucać) i wyłożyć miąższ łyżką do miski, w której będziemy wszystko miksować. Wycisnąć do niej czosnek i sok z limonki, dodać odcedzoną sparzoną cebulą i szczyptę soli do smaku. Wszystko razem zmiksować na jednolitą masę. Jeśli przygotowujemy guacamole wcześniej, włóżmy do gotowej masy umyte pestki – zapobiegną zmianie koloru na mniej apetyczny!;)

KUROSAKIEWKI:

Z racji posiadania jednego tylko palnika, zaczęłam przygotowywanie potrawy od ugotowania na parze kolby kukurydzy – gotowałam ją 20 minut. Jeśli mamy więcej palników, możemy wpleść tę czynność w późniejsze etapy. Ugotować w lekko osolonej wodzie kaszę jaglaną zgodnie z opisem na opakowaniu. Zblanszować szpinak, czyli zalać jego liście wrzątkiem, odstawić na 30 sekund, potem zalać je zimną wodą i równiż odstawić na 30 sekund, a potem włożyć do garnka. Umytą i pokrojoną w drobną kostkę pierś kurczaka smażyć na rozgrzanym na patelni tłuszczu ok. 12 minut. W ostatnich minutach wycisnąć do mięsa czosnek, dodać sól, sporo przyprawy curry i gotową kaszę jaglaną. Wszystko dobrze wymieszać i połączyć ze zblanszowanym szpinakiem. Usmażyć umytą, nieobraną, pokrojoną na drobną kostkę cukinię z odrobiną curry i na końcu smażenia dodać troszkę soli. Połączyć cukinię ze szpinakiem, kurą i kaszą. Na końcu usmażyć dobrze wcześniej namoczone, oczyszczone i drobno pokrojone kurki wraz z posiekaną czerwoną cebulą (smażyć na niedużym ogniu ok. 15 minut). Połączyć z resztą farszu.
Rozłożyć ciasto francuskie i pokroić je 4 części w poprzek, a potem wzdłuż na pół tak, żeby wyszło na 8 prostokątów. Na każdy z nich nałożyć farsz, a potem złączyć ze sobą boki ciasta tak, żeby całość miała kształt sakiewki. Uformowane sakiewki włożyć do piekarnika lub garnka do pieczenia i piec ok. 30 minut, aż staną się złociste.
Podawać z sosem guacamole, surówką (polecam surówkę ze świeżego szpinaku, pomidorów i kiełków rzodkiewki) i połówką kolby kukurydzy!;)