Rozmowa z Dimitrisem Koutlisem – właścicielem i szefem kuchni tawerny Krambousa

ENGLISH VERSION

Dimitris Koutlis jest właścicielem mojej ulubionej tawerny w Skala Potamii (na greckiej wyspie Thassos) – Krambousy. Jej nazwa pochodzi od maleńkiej wysepki, którą można dostrzec z ogródka restauracji.
Pewnego pięknego, słonecznego dnia miałam ogromny zaszczyt i przyjemność spędzić trochę czasu z tym niezwykle zapracowanym szefem kuchni i zadać mu kilka pytań dotyczących jego pracy. Byłam najbardziej ciekawa tego, w jaki sposób myśli o jedzeniu. Zobaczcie, co z tej rozmowy wyniknęło!

Jednopalnikowa: Podobno trzy tajemnice kuchni francuskiej to: masło, masło i… masło. Gdybyś miał opisać całą kuchnię grecką tylko w kilku słowach, jakie byś wybrał? Czuj się swobodnie – to mogą być zarówno składniki, jak i dania główne, smaki czy nawet kolory.

Dimitris Koutlis: Oliwa z oliwek, świeże zioła z gór i pól, świeże ryby i bardzo dobrej jakości mięso. I wszystko z małych gospodarstw.

J.: Bardzo miły obraz… Moje następne pytanie dotyczy warzyw. Mam wrażenie, jedząc od wielu lat w różnych greckich tawernach, że Grecy serwują oczywiście całkowicie surowe warzywa w sałatkach, ale jak już gotują warzywa, niemal zawsze je wręcz rozgotowują. W przeciwieństwie do innych kuchni świata próżno szukać w Grecji warzyw przyrządzonych al dente. Czy macie jakieś wierzenia lub przekonania związane z czasem gotowania warzyw? A może po prostu nie jadacie warzyw al dente?

D.K.: Oczywiście, że jadamy, ale zgadzam się z tobą. Myślę, że w większości restauracji i tawern w Grecji warzywa są rozgotowane. My staramy się je podawać al dente, ale to nie zawsze jest możliwe, bo nie przywykliśmy do tego. Ale masz rację – rozgotowujemy warzywa.

J.: Ale czy istnieje jakiś konkretny powód tego stanu rzeczy?

D.K.: Nie. Grecy nie są przyzwyczajeni do al dente. To dotyczy nawet spaghetti. Dopiero ostatnie 10-15 lat jemy spaghetti tak, jak się powinno. Na przykład pamiętam, że jak moja babcia czy mama robiły spaghetti, ono zawsze było rozgotowane.

J.: Mαλακά, νaí; [Na miękko, tak?]*

D.K.: Tak, dokładnie.

J.: Jadłeś kiedykolwiek greckie jedzenie przygotowywane poza Grecją? 

D.K.: Tak, oczywiście. 

J.: Zgadzasz się ze mną, że to zupełnie inny smak? 

D.K.: Tak. Mieszkałem w wielu europejskich krajach, dużo podróżowałem po Europie, a nawet pracowałem w greckich restauracjach w Niemczech i Holandii. Mam bardzo złe wrażenia. To nie jest prawdziwe greckie jedzenie. Większość z tych restauracji to raczej grill bary niż prawdziwe greckie restauracje. Oprócz tego jest jeszcze jedna rzecz, choć być może jakoś naturalna… Mianowicie jeśli pójdziesz na przykład do greckiej restauracji w Holandii, spotkasz się ze smakiem, który ma odpowiadać holenderskim gustom. W Niemczech dostaniesz na talerzu to, co Niemcy myślą o greckiej kuchni. Oczywiście niektóre greckie restauracje w Europie są naprawdę znakomite, ale niestety większość ma niewiele wspólnego z prawdziwą grecką kuchnią. Nie serwują prawdziwego, tradycyjnego greckiego jedzenia. Mają mnóstwo dań w karcie, każde z nich ma inną nazwę, ale 99% menu to po prostu grillowane mięso. W różnych kombinacjach. [śmiech]

J.: Właściwie odpowiedziałeś już na moje następne pytanie, które brzmiało: „jaka jest twoja opinia na ten temat”?

D.M.: To bardzo, bardzo komercyjne podejście. Te miejsca nie reprezentują prawdziwego smaku Grecji.

J.: Ale myślisz, że to w ogóle możliwe, żeby uzyskać ten smak tak daleko od Grecji?

D.K.: Tak, oczywiście! To jest możliwe. Myślę, że te europejskie restauracje, które to zrozumiały, robią świetny biznes, a przy tym są ambasadorami greckiego jedzenia poza granicami Grecji.

J.: Kiedy po raz pierwszy w życiu zjadłam χοριατική (sałatkę grecką) w Grecji – w twojej restauracji Krambousie zresztą – byłam kompletnie zaskoczona, ponieważ w absolutnie niczym nie przypominała tego, co serwuje się u nas w Polsce pod nazwą „sałatka grecka”. Wasza nie potrzebowała soli ani dodatkowych przypraw – miała niesamowity smak. Nasze pomidory niestety nie mają tak wyjątkowego smaku, jak wasze. Miałam wrażenie, że sałatka grecka w Grecji i Polsce to dwie diametralnie inne potrawy!

D.K.: Dlatego powiedziałem ci na początku tej rozmowy, że doskonała jakość składników robi różnicę. Nie potrzebujesz używać mnóstwa sosów, masła czy czegokolwiek. Proste, świetne jakościowo składniki i to wszystko.

J.: Czy masz jakąś ulubioną kuchnię świata, oczywiście oprócz greckiej? 

D.K.: Tak. Uwielbiam makarony, więc kocham włoską kuchnię. Również hiszpańską i większość śródziemnomorskich. Istnieją też doskonałe potrawy w krajach północnych – przepyszne mięsa. Ale jeśli pytasz mnie o moją ulubioną kuchnię świata, oczywiście na pierwszym miejscu będzie kuchnia grecka, a na drugim – włoska.

J.: Jaka więc będzie twoja ulubiona grecka potrawa, gdybyś musiał wybrać tylko jedną?

D.K.: Bardzo mi trudno odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ uwielbiam mnóstwo rzeczy. Wszystko zależy od mojego nastroju, pogody, od wielu czynników…

J.: Dobra, trzy…?

D.K.: Ryby, ryby i… ryby. [śmiech] Lubię wszystkie rodzaje ryb. W szczególności uwielbiam ryby z pieca przyrządzane według tradycyjnych receptur.

J.: Czy istnieją jakieś „grzechy główne” kucharzy, których nie wybaczasz, będąc gościem (a jednocześnie kucharzem) w innych restauracjach? Mam na myśli to, czy są jakieś szczególne zachowania/podejście kucharzy, które sprawiają, że jako gość chcesz wyjść i już nigdy do takiej restauracji nie wrócić?

D.K.: Tak, oczywiście! Przede wszystkim, kiedy kucharze kłamią, możesz wyczuć kłamstwo na talerzu. Przeważnie wtedy, kiedy nie podają ci świeżego jedzenia, ale też kiedy nie przywiązują wagi do ułożenia jedzenia na talerzu. Mocno wierzę w to, że choć jemy ustami, a potem trawimy żołądkiem, to niezwykle istotne jest pierwsze wrażenie: wygląd i zapach. Niesłychanie istotny jest zapach. Jeśli coś nie pachnie dobrze, nie musisz tego jeść.

J.: Czy masz jakąś ulubioną grecką potrawę do przygotowywania?

D.K. Co lubię przygotowywać? To doskonałe pytanie. Prawie wszystko! [śmiech]

J.: Szczęściarze z nas!

D.K.: Bardzo lubię przygotowywać na przykład sałatki. Naprawdę lubię to robić.

J.: Lubisz kroić?

D.K.: Lubię kroić nie tylko warzywa, ale zwłaszcza kiedy się kroi warzywa, trzeba je traktować jak kobietę – delikatnie, z miłością. Jeśli je za mocno poszarpiesz, zniszczysz smak, wypłyną soki.

J.: Hmm… Masz jakąś znienawidzoną grecką potrawę do przygotowywania? Coś, co nawet lubisz jeść, ale nie znosisz tego przygotowywać?

D.K.: Tak. Naprawdę nie znoszę przygotowywać gyrosa. Dlatego też nie sprzedaję go w swojej restauracji. Wierzę, że gyros to uliczne jedzenie. Wracając do pytania, które zadałaś mi wcześniej, greckie restauracje w innych europejskich krajach zmieniły znaczenie gyrosa. Teraz gyros jest podawany wszędzie, w każdej restauracji, ale w Grecji, jeśli przejdziesz się jakąkolwiek ulicą, zauważysz specjalne miejsca, snack bary, w których serwowany jest gyros. W restauracjach nie jada się gyrosa. Jada się coś innego. Mimo że uwielbiam gyros, nie przygotowuję go tutaj. Prawie nigdy. Kolejną potrawą, którą naprawdę lubię jeść, ale której nie znoszę przygotowywać, jest jedno z najsłynniejszych greckich dań – moussaka. Kocham ją, ale nie mogę jej robić. Robię ją, ale nie jest to moje ulubione zajęcie. [śmiech]

J.: Mogę zapytać dlaczego, czy to tajemnica? 

D.K.: O, naprawdę tego nie wiem. Tak to czuję. Nie mam pojęcia dlaczego.

J.: Czy jest twoim zdaniem coś charakterystycznego w greckim sposobie myślenia o gotowaniu? Coś, co wyróżnia greckich szefów kuchni od kucharzy innych narodowości?

D.K.: Mówię jako Grek, więc mogę przedstawić jedynie swój punkt widzenia. Jeszcze raz wspomnę o niewiarygodnie cudownym składniku naszej kuchni – oliwie z oliwek. Jest delikatny, zdrowy i daje potrawom mnóstwo smaku. To jest charakterystyczna rzecz dla naszej kuchni i dla naszego sposobu myślenia o gotowaniu. Kolejną jest to, czego się nauczyłem od swojej babci: gotowanie wymaga przede wszystkim czasu. Musisz się za to zabierać delikatnie i powoli. Nie możesz dobrze gotować, jeśli jesteś w pośpiechu. Musisz poświęcić temu czas. To jest taka cecha charakterystyczna, choć myślę, że tak powinno być wszędzie, bez względu na to, skąd pochodzi kucharz.

J.: Ale czy to nie jest odrobinę skomplikowane w tak świetnej i popularnej restauracji jak twoja, gdzie jest mnóstwo gości i – jak podejrzewam – w kuchni bywa nieraz naprawdę nerwowo?

D.K.: Tak, oczywiście bywa, ale trzeba być na to przygotowanym, mieć dobrą organizację, dobry zespół. To niezwykle ważne, ponieważ w kuchni – zwłaszcza w kuchni restauracyjnej – bardzo ważni są wszyscy pracownicy i to, jak dobrze potrafią współpracować jako zespół, bo to jest praca zespołowa.

J.: Chemia między ludźmi w kuchni?

D.K.: Tak.

J.: Dotarliśmy do ostatniego pytania. Co daje ci największą przyjemność i satysfakcję w tej pracy, kiedy przygotowujesz jedzenie dla swoich gości?

D.K.: To uśmiech na ich twarzach. Kiedy czuję, że im pomogłem spędzić miło czas w swojej restauracji. Kiedy są szczęśliwi. To bardzo dla mnie ważne, żeby uszczęśliwiać ludzi. I to zarówno jedzeniem, jak i obsługą. Wierzę, że jeśli masz doskonały, świetnie gotujący zespół w kuchni, ale fatalną obsługę, to nie jest to. Kiedy obsługa jest na najwyższym poziomie, ale jedzenie jest słabe, to też nie jest dobrze. Cały pakiet to doskonałe jedzenie i doskonała obsługa opiekująca się gośćmi. To jest właśnie sedno.

J.: Dziękuję bardzo! Ευχαριστώ πάρα πολύ!

D.K.: To ja bardzo dziękuję.

Po wywiadzie Dimitris obiecał mi „pokazać ogródek Krambousy”. Byłam przekonana, że idziemy za restaurację, więc kilka minut później, kiedy jechaliśmy samochodem w kierunku gór, zaczęłam nabierać podejrzeń, że za moment zobaczę coś naprawdę pięknego i chwytającego za serce. Nie myliłam się. „Ogródek” okazał się być najpiękniej na świecie położoną plantacją najszczęśliwszych pod słońcem warzyw, owoców i ziół hodowanych specjalnie dla tej tawerny! Widziałam szczęśliwe bakłażany, cukinie, drzewa oliwne. Dostałam (sama nie śmiałabym nic tam zerwać) do spróbowania świeży czosnek, niesłychanie aromatyczne liście kopru włoskiego (nie obyło się bez drobnych problemów komunikacyjnych, więc warto wspomnieć, że koper włoski to po grecku μάραθο) i liść świeżej mięty.
A po powrocie do Krambousy czekała mnie jeszcze jedna niespodzianka – lunch z jej właścicielem. Nigdy nie czułam sie chyba równie zaszczycona i zestresowana zarazem. No a później… tak najedzona 😉
Ten dzień uświadomił mi, że za sukcesem mojej ulubionej tasyjskiej tawerny stoi przede wszystkim ogromna pasja, zaangażowanie, duża mądrość i wielkie serce do gotowania, ale także karmienia. I było to wyłącznie potwierdzenie wrażenia, które miałam od pierwszego zjedzenia w Krambousie 🙂

____________________________

*jedno z moich pierwszych odkryć na greckich opakowaniach makaronów: μαλακά oznacza „na miękko” i niepokojąco przypomina słowo μαλάκα, które jest obraźliwe. 

cudowny ogródek Krambousy

tylko mały wycinek naszego ogromnego pysznego lunchu

Jednopalnikowa i Dimitris Koutlis

Reklamy

Przepyszna dwunastka 2

Minęły równo dwa lata, od kiedy zaczęłam prowadzić Jednopalnikową. Pomyślałam, że – idąc śladem wpisu sprzed roku, który znajdziemy TUTAJ – wprowadzę nową świecką tradycję i już każde blogowe urodziny uczczę w ten sam sposób, czyli zamieszczając wpis podsumowujący cały rok i wyróżniający z każdego miesiąca jeden przepis.
Zadanie o tyle nie było dla mnie łatwe, że nie do końca wiedziałam, jakiego klucza użyć, bo przecież każdy przepis jest dla mnie ważny. Postanowiłam – tak, jak ostatnio – nie kierować się popularnością wpisów i statystykami, a tym, która potrawa z przepisów zamieszczonych w danym miesiącu sprawiła największą przyjemność mnie i moim najbliższym. Najczęściej te właśnie dania były jeszcze długo po ich podaniu mile wspominane lub/i zagościły na stałe w naszym menu!;)
Wszystkim wiernym Czytelnikom – starym i młodym stażem bardzo serdecznie dziekuję za każdy komentarz, polubienie i dobrą energię!;)

CZERWIEC 2015

Niekwestionowanym hitem ubiegłego lata były lody, bo żar niemiłosiernie lał się z nieba cały czerwiec i większą część zazwyczaj deszczowo-burzowego w Zakopanem lipca. A jednopalnikowe lody krówkowe (przepis TUTAJ) były niekwestionowanym hitem lata w moim domu. Pyszne, bajeczne, jedyne w swoim rodzaju, zawsze wzbudzające radość.

  • W czerwcu ukazał się też jeden z moich większych i najdłużej przygotowywanych wpisów otwierających nową kategorię PODRÓŻE KULINARNEΚαλή όρεξη! Fotorelacja z kulinarnej podróży po Thassos (znajdziemy go TUTAJ), czyli obszerny opis kulinarnej strony mojego pobytu na cudownej greckiej wyspie Thassos.

LIPIEC 2015

 Lipiec obfitował, z wymienionych wyżej powodów, w przeróżne chłodniki, więc i wybór jednego był skomplikowany. Zdecydowałam się na wskazanie dość popularnej zupy, bo zrobiłam ją po swojemu, inaczej i naprawdę podbiła niejedno serce, mowa mianowicie o gazpacho na pomidorkach koktajlowych (przepis TUTAJ).

SIERPIEŃ 2015

 Chodził za mną już od bardzo dawna, ale dopiero w sierpniu zeszłego roku po raz pierwszy przygotowałam tatara z łososia (przepis TUTAJ). Okazał się naprawdę doskonały!

  • W sierpniu też, również w kategorii PODRÓŻE KULINARNE, pojawił się wpis Co przywieźć z Węgier? (znajdziemy go TUTAJ).

WRZESIEŃ 2015

4 Druga połowa września to czas, w którym Jednopalnikowa ma do dyspozycji wszystkie cztery palniki i piekarnik, bo jest zawsze wtedy w rodzinnym domu, rozkoszując się strawą duchową, jaką daje jej już od 28 lat Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej Warszawska Jesień. Ma palniki i z nich korzysta! W tym roku całkowicie autorskim daniem, które podbiło serca części współuczestników festiwalu, był chrupiący kurczak w cieście z czarnym sezamem duszony z melonem, dynią i mango (przepis TUTAJ).

PAŹDZIERNIK 2015

 W październiku zmierzyłam się z potrawą, z którą planowałam się zmierzyć już od bardzo, bardzo dawna – ze zrazami wołowymi zawijanymi z korniszonem, grzybami, boczkiem i musztardą francuską (przepis TUTAJ). Oczywiście zrobiłam je trochę po swojemu, ale wyszły dokładnie tak, jak chciałam!

 

LISTOPAD 2015

 Ten listopad, a dokładnie 1 listopada był dla mnie w tym roku nietypowy; z powodu przyjazdu bardzo długo niewidzianej rodziny z daleka, nie mogłam być na grobach najbliższych w swoich rodzinnych stronach i tym samym kultywować tam tradycji przygotowywanego dla innej części rodziny obfitego obiadu z zupą dyniową w roli głównej.
Stwierdziłam, że skoro okoliczności są inne, to i tym razem sama zupa (choć nadal dyniowa) też będzie inna i wymyśliłam lekko pikantny krem z dyni z pomarańczą (przepis TUTAJ). On także podbił serca moich bliskich!

GRUDZIEŃ 2015

 Na Wigilię karp będzie dla mnie zawsze pierwszą i najważniejszą rybą, ale że mi się akurat trafili najbliżsi o takich, a nie innych preferencjach kulinarnych, oprócz karpia zawsze muszę podać jeszcze jakąś „bezpieczniejszą” (cokolwiek by to znaczyło) rybę, co jest oczywiście jakimś polem do nieustannego rozwijania swojej kreatywności. Tym razem zaserwowałam pulpety z łososia z sosem koperkowym (przepis TUTAJ), które okazały się naprawdę przepyszne i bardzo lekkie, co akurat przy wigilijnym stole nie jest bez znaczenia!

STYCZEŃ 2016

 W styczniu podejmowałam u siebie pod Giewontem gościa znad Bałtyku. Podejmowałam oczywiście obiadem, więc postanowiłam kulinarnie nawiązać do obu części Polski, szykując muszle makaronowe nadziewane podgrzybkami z kurczakiem (przepis TUTAJ). Danie wyszło znakomicie!

LUTY 2016

09 Luty nieodzownie kojarzy się Jednopalnikowej z Walentynkami, niezależnie od tego, ile się musi przy tej okazji zawsze nasłuchać o „komercjalizacji świata”, „konsumpcjonizmie” czy „okazywaniu sobie uczuć na co dzień, a nie od święta”. Jednopalnikowa uwielbia święta i jak ich nie ma, to sama chętnie stwarza nowe, więc tym bardziej te, które są, darzy wielką estymą. Z okazju tegorocznych Walentynek przygotowała czekoladki snickersowe (przepis TUTAJ), które wyglądały i smakowały naprawdę wyśmienicie!

  • W lutym także w ciągle napawającym mnie dumą, rozrastającym się spisie filmów związanych z kulinariami, czyli Smakowitym seansie filmowym (który znajdziemy TUTAJ) pojawiły się dwie nowe kategorie: Menu dziecięce,  czyli animowane filmy kulinarne dla najmłodszych i nie tylko oraz Menu dla odważnych, czyli kulinarne dewiacje, serwujące głównie horrory, choć nie tylko kanibalistyczne. Spis zaczyna mieć szerokie spektrum!;)

MARZEC 2016

 W marcu podałam również chodzącą za mną od pewnego czasu przystawkę ze swoim eksperymentalnym dipem, czyli  carpaccio z buraków z dipem z koziego sera i rukoli  (przepis TUTAJ). Gościła na moim stole już na kilku proszonych podwieczorkach i zawsze była ogromną atrakcją!
KWIECIEŃ 2016

 Dopiero w kwietniu pojawił się na moim blogu wpis klasyfikujący się do kategorii z daniami regionalnymi Podhala, czyli SPOD SAMIUŚKICH TATER, w której, przyznam ze wstydem, dawno już nie umieszczałam żadnej nowej receptury. Tym razem opublikowałam przepis na kotlet Harnasia (przepis TUTAJ). Okazał się naprawdę fantastyczny!

MAJ 2016

 O chemii zawartej w kupnych kostkach rosołowych wiedzą wszyscy, jednak nie każdy wie, jak samodzielnie przygotować taką bulionetkę, która idealnie zastąpi wszelkie gotowce. Sama też nie wiedziałam, ale zrobiłam wywiad środowiskowy, uruchomiłam wyobraźnię, wyostrzyłam kubki smakowe, wynikiem czego powstał przepis na domową bulionetkę warzywno-mięsną (przepis TUTAJ). Nadal mam spory zapas w zamrażarce, co w niektórych sytuacjach ratuje kulinarne życie!;)

Drugi rok z Jednopalnikową był już kompletnie inny od pierwszego. Pojawiło się jeszcze więcej Czytelników (których liczba stale rośnie), komentarzy, sygnałów, że jest o kilka osób więcej, niż moja rodzina i najbliżsi, którym czytanie Jednopalnikowej sprawia jakąś radość i którzy naprawdę korzystają z moich przepisów (co za każdym razem mnie tak samo zaskakuje i wydaje się być czymś niezwykle miłym). Blog przestał być tylko pisaniem dla siebie i znajomych i  zaczął żyć trochę swoim życiem. Poczułam jeszcze większą odpowiedzialność z nim związaną, co mnie motywuje i niesamowicie cieszy. Nie zawsze udaje mi się publikować tak często, jak bym chciała, czasem frustruje mnie, że strona, której poświęcam najwięcej pracy, czyli Smakowity seans filmowy (TUTAJ) jest ciągle zbyt mało wyeksponowana i niewielu odbiorców do niej trafia (bądź ona sama nie trafia w ich gusta, z czym także muszę się liczyć). Jednak, niezrażona, będę pewnie z biegiem czasu dodawać kolejne strony ukazujące tematy kulinarne w różnych aspektach, bo zawsze dążę do tego, żeby przedstawić każdy temat jak najszerzej. Dziękuję Wszystkim za te dwa wspaniałe lata, za wszelkie uwagi i sugestie oraz wsparcie! Obiecuję, że Jednopalnikowa będzie się rozwijać!;)

Blog Roku 2015

Wszystkich Czytelników i Obserwatorów Jednopalnikowej, którym podoba się mój blog gorąco proszę o wysyłanie SMS-ów! Termin głosowania mija 01.03.2016 o g. 12.00. Koszt wysłania wiadomości to 1,23 zł (już z VAT-em), a dochód z SMS-ów zostanie przekazany Fundacji Dziecięca Fantazja. Z góry za wszystkie dziękuję 😉

Przepyszna dwunastka

Dziś mija równo rok, od kiedy zaczęłam prowadzić Jednopalnikową, a ten wpis jest równo dwusetnym!;) Z tej okazji postanowiłam zrobić małe podsumowanie ostatnich dwunastu miesięcy – wybrałam z każdego wpis dla siebie najważniejszy. Wbrew temu, co mi się na początku wydawało, wcale nie było to takie łatwe. Z każdym wpisem jestem przecież emocjonalnie związana i zależy mi, żeby spodobał się Czytelnikom. Mogłabym wybrać najbardziej poczytny wpis z każdego miesiąca, ale pomyślałam, że chyba nie chcę tym tropem iść. Ostatecznie przedstawiam więc te przepisy, których wymyślenie i realizacja sprawiły mi najwięcej frajdy i które napawają mnie największą dumną, bo:

  1. choć w to nie do końca wierzyłam, wyszło dokładnie tak, jak chciałam,
  2. sprawiły, że odkryłam jakiś nowy i nieznany mi wcześniej kulinarny poziom,
  3. otworzyły mi oczy na coś, o czym wcześniej nie wiedziałam,
  4. sprawiły autentyczną radość moim najbliższym,

a to chyba najważniejsze 😉

CZERWIEC 2014

 Wybór padł na zupę neapolitańską, czyli krem serowo-warzywny z lubczykiem (przepis TUTAJ) i był dla mnie oczywisty, bo to mój pierwszy wpis. Jest to też dość symboliczne (choć niezamierzone), bo zupę neapolitańską w troszkę prostszej formie nauczyła mnie robić moja ciocia, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką i stawiałam w kuchni pierwsze kroki.

 

LIPIEC 2014

 Wśród wielu lipcowych wpisów jest taki, który zdążyłam wypróbować chyba największą liczbę razy, czyli przepis na twaróg (znajdziemy go TUTAJ), bo ma wśród moich najbliższych prawdziwego amatora. Mimo, że lubię eksperymentować w kuchni i (może oprócz rosołu i chleba) nieczęsto robię coś dwa razy zupełnie w ten sam sposób, to jednak okazuje się, że miło, kiedy ktoś kojarzy moją kuchnię z takim delikatnym serkiem i za każdym razem cieszy się z niego jak dziecko!;)

SIERPIEŃ 2014

 Odtworzenie niesamowitego smaku rosołu wołowego z wiedeńską wkładką (przepis TUTAJ) było dla mnie nie lada wyzwaniem, bo jadłam go rok wcześniej i jedyne, co pamiętałam, to to, że był głęboki, szlachetny i naprawdę doskonały. Jednak udało się zarówno ze smakiem rosołu, jak i z wkładką (której niemieckiej nazwy długo nie mogłam sobie przypomnieć).

WRZESIEŃ 2014

 Chyba jedynym przepisem na moim blogu, który mi się… przyśnił był te na serowe krokiety (dostępny TUTAJ). Co najciekawsze efekt był naprawdę rewelacyjny!;)

  • We wrześniu też zaczęłam prowadzić (ciągle przez siebie uzupełniany) Przewodnik po restauracjach (w tym także po tasyjkich tawernach). Znajdziemy go TUTAJ!

PAŹDZIERNIK 2014

 Przepis na domowe sushi (TUTAJ) dostarczył mi niesłychanie wielu emocji, gdyż – pomijając jakieś bardzo proste hosomaki, z którymi się zmierzyłam ponad dekadę temu – po raz pierwszy sama robiłam prawdziwą kolację sushi. W dodatku była to kolacja niespodzianka, więc bardzo się denerwowałam, czy wszystko wyjdzie tak, jak chciałam. Niespodziewanie wyszło i sprawiło ogromną radość, w dodatku nie tylko mnie. A poza wszystkim sam wpis okazał się pierwszym aż tak długim!;)

LISTOPAD 2014

 W listopadzie wrzuciłam co najmniej kilka przepisów na potrawy, z których jestem bardzo dumna i które bardzo smakowały moim gościom, jednak skoro mam wybrać tylko jeden, będzie nim ten na krem z dyni (znajdziemy go TUTAJ). Chyba dlatego, że moja dyniowa na pierwszego listopada jest już od lat pewnego rodzaju rytuałem, który bardzo lubię!;)

 

GRUDZIEŃ 2014

 Wiele przepisów wigilijnych umieściłam na blogu już wcześniej, więc za wpis grudnia uznam ten z przepisem na orzechowe świąteczne pierniczki manNi (znajdziemy go TUTAJ).

 

 

STYCZEŃ 2015

Za wpis stycznia uznałam przepis na tapenadę (TUTAJ), czyli cudowną prowansalską pastę z oliwek. Zostałam nią po raz pierwszy poczęstowana przez swoją rodzinę i od razu po przyjściu do domu zrobiłam ją sama – oczywiście troszkę po swojemu. Wyszło coś przepysznego!;)

  • W styczniu opublikowałam też długo przygotowywany powód mojej wielkiej dumy – Smakowity seans filmowy (dostępny TUTAJ), czyli przegląd filmów (krótko i długometrażowych, dokumentów, fabularnych, a nawet seriali, programów i reklam!) związanych z kulinariami. Po kliknięciu w każdy tytuł, można się zapoznać z moim opisem oraz zobaczyć zwiastun. Nieliczne filmy można nawet w całości zobaczyć na moim blogu!;)

LUTY 2015

 W lutym próbowałam po raz pierwszy swoich sił w pewnym konkursie i mimo że danie, w które włożyłam całe swoje serce, smak i kreatywność nie zostało zauważone, jednak owocem tej sytuacji są moje własne, autorskie Jednopalnikowe samosy, czyli indyjsko-góralskie pierożki z granatowym musem (przepis TUTAJ), z których jestem niesamowicie dumna!;)

  • Oprócz wielu przepisów, w lutym zamieściłam na Jednopalnikowej również stronę Smakowite piosenki (TUTAJ), stanowiącą przegląd piosenek związanych z kulinariami. Jestem muzykiem, więc ten pomysł prędzej czy później musiał mi przyjść do głowy.

MARZEC 2015

 Przez większą część marca chodził za mną czarny makaron. Nigdy go nie jadłam i właściwie nie spotkałam innego połączenia, niż z rybami lub/i owocami morza. Zależało mi na zrobieniu czegoś zupełnie oryginalnego, ale ostatecznie powstał czarny makaron linguine z owocami morza, pomidorkami koktajlowymi i halibutem w sosie sojowo-czekoladowym (przepis TUTAJ). Połączenie zatem dość tradycyjne, ale przełamane nieoczekiwanie rewelacyjnym halibutem w czekoladzie!;)

 KWIECIEŃ 2015

 Po pierwszym, marcowym razie z czarnym makaronem, którego mi jeszcze dość sporo zostało, przyszedł czas na większą kreatywność. Tak powstał czarny makaron z białą czekoladową chmurką z truskawkami polany sosem waniliowym (przepis TUTAJ). Od tego czasu biała czekoladowa chmurka z truskawkami gościła na naszym stole jeszcze kilka razy.

MAJ 2015

 Zaraz po swoim powrocie ze swojej ukochanej greckiej wyspy Thassos, postanowiłam sama przygotować pyszną  smażoną fetę z sezamem i miodem (σαγανάκι με μέλι και σουσάμι) (przepis TUTAJ), którą się zajadałam w tasyjskiej tawernie Simi – oczywiście z miodem, który stamtąd przywiozłam. Wyszło znakomicie!;)

Prowadzenie bloga okazało się niesamowitym doświadczeniem – w trudnych momentach odgrywał nawet  terapeutyczną rolę. Wbrew temu, co myślałam na samym początku (że to takie tam pisanie „dla siebie”, ewentualnie dla znajomych, żeby mieli w jednym miejscu wszystkie przepisy, o które pytają), okazało się, że udało mi się dotrzeć z Jednopalnikową do całkiem już sporej grupy Czytelników, co mnie niezwykle cieszy i zawsze motywuje. Dziękuję więc Wszystkim za ten rok i obiecuję w każdym kolejnym dawać z siebie jeszcze więcej!;)

Blog Roku 2014

socialImgUn

Wszystkich Czytelników i Obserwatorów Jednopalnikowej, którym podoba się mój blog gorąco proszę o wysyłanie SMS-ów! Termin głosowania mija 10.02.2015 o g. 12.00. Koszt wysłania wiadomości to 1,23 zł (już z VAT-em), a dochód z SMS-ów zostanie przekazany Fundacji Dzieci Niczyje. Z góry za wszystkie dziękuję 😉

Siedem miesięcy i siedem dni temu, kiedy zaczęłam prowadzić Jednopalnikową, nie przypuszczałam, że tak szybko nadejdzie ten moment. (Ba, nawet mi do głowy nie przyszło, że w ogóle może kiedyś nadejść!) Dziękuję za każde wejście, polubienie i komentarz. To dla mnie duża nobilitacja i oczywiście powód, by starać się jeszcze bardziej! ❤

10 000 wyświetleń